Od początku lata prowadzi kampanię prezydencką w kraju liczącym półtora miliona mieszkańców. Jest jednym z 23 kandydatów na najwyższy urząd w państwie. Wspólnie z pozostałymi kandydatami na prezydenta apelował u p.o. prezydenta Rose'y Francine Rogombé o przesuniecie daty wyborów, z powodu podejrzenia o przygotowywanie zamachu stanu podczas wyborów przez rodzinę zmarłego prezydenta Bongo, szczególnie przez jego syna Ali Bongo Ondimba i córkę Pascalinę. Moubamba twierdzi, że dzieci byłego prezydenta uważają, że Gabon do nich należy i że już mają przygotowane pozwy z datą 30 sierpnia.
Ponadto Trybunał Konstytucyjny i Rada Stanu są kierowane przez członków rodziny Bongo, dlatego katolicki kandydat na prezydenta podejrzewa, że nie trudno im będzie dokonać przewrotu. Zdaje sobie jednak sprawę, że na bojkot wyborów nie może sobie pozwolić. - Jeśli zbojkotujemy te wybory, to pozwoli to Ali Bongo przejąć władzę w sposób "demokratyczny". Z drugiej strony, nie możemy ręczyć, że wybory będą nielegalne – stwierdza Moubamba.
Marzy o tym, aby Gabon był w Afryce u podstaw "mini-głasnosci" (ros.: przeźroczystość, w przenośni: możliwość mówienia). Twierdzi, że wybory zostaną najprawdopodobniej zmanipulowane, gdyż tysiące obcokrajowców dostało fałszywe papiery, tylko po to, by móc zagłosować.
We Francji przebywał już od wielu lat, kiedy to w 1999 roku zaproponowano mu, aby pomógł krajowi swojego pochodzenia poprzez działania humanitarne. Dzięki temu 10 lat temu Moubamba współuczestniczył m.in. w odbudowie starej misji katolickiej położonej w dżungli.Pracując w dziedzinie edukacji katolicki kandydat na prezydenta zaobserwował przepaść między bogactwem surowców w państwie a skrajną biedą tysięcy mieszkańców.
- Eksperci twierdzą, że Gabon zgarnia 10 miliardów dolarów na rok wpływów budżetowych na milion mieszkańców! Na poziomie PKB powinno nas to usytuować na poziomie Portugalii. Tymczasem nędza pozostaje bez wsparcia - mówi.
Mówię sobie, że Bóg chciał mi to wszystko oszczędzić, by pokazać mi, że mam podjąć pewną odpowiedzialność za kraj z którego pochodzę – twierdzi Moubamba.
Zdałem sobie sprawę, że organizacje humanitarne do niczego nie służą, jeśli struktury państwa są chore. Praktykując dobroczynność bez prawdy nie pomagamy ludziom. Jak mówi psalm 85 trzeba, żeby “miłość i prawda się spotkały".
W 2008 roku napisał list otwarty, który odbił się w Gabonie szerokim echem. Moubamba musiał opuścić kraj, gdyż jego życie było w niebezpieczeństwie. Ubolewa, że większość liderów religijnych w kraju zamknęła usta a wstawiło się za nim jedynie kilku. Podkreśla, że jako katolik zdał sobie sprawę z tego, że jego obowiązkiem jest walka z marnotrawstwem publicznych pieniędzy. Na wygnaniu we Francji do lipca tego roku przeciwstawiał się obecnemu rządowi w Gabonie.
Twierdzi, że Gabon cierpi na "satanizm polityczny".
- Od 42 lat Gabon jest rządzony przez partię totalitarną. Inspiracją dla Gabońskiej Partii Demokratycznej była i jest chińska partia komunistyczna. Przez wszystkie lata swojego rządzenia Bongo wpoił ludziom dwie wartości: kult pieniądza, tzn. Gabończykom zostały skorumpowane dusze. Ludzie zostali sprzedani za ich własne pieniądze. Drugą rzeczą są złe zwyczaje. Były Prezydent zachęcał do wszystkich rodzajów dewiacji: pedofilii, pederastwa (tłumaczę dosłownie), rytualnych mordów, ofiar z ludzi i rzeczy absolutnie podłych. Ludzie ciągle żyją w tym reżimie strachu.
Jestem żonaty, mam troje dzieci i nie mam myśli samobójczych. Chrześcijanin nie może zamykać ust wobec cierpienia i nędzy ludzi.
Ani przez moment nie wątpi, że 30 sierpnia to właśnie on zostanie wybrany prezydentem Gabonu. - Mam głębokie przekonanie i wewnętrzną intuicję, nawet jeśli moja walka przypomina tą Dawida z Goliatem – twierdzi.
Stwierdza, że słabymi środkami i bez partii politycznej, zajął swoje miejsce w debacie politycznej. - Nie stało się to dzięki moim kwalifikacjom, wierzę, że Gabon jest w trakcie opatrznościowej zmiany swojej historii. Podczas manifestacji 7 sierpnia na ulicach Libreville wymachiwał pośrodku zgromadzonych ludzi krzyżem, który dostał od rumuńskich biskupów greko – katolickich. Chciał, by było to znakiem zwycięstwa nad siłami ciemności, czyli zwycięstwem prawdy nad kłamstwem. - Ten krzyż został mi ofiarowany kiedy byłem dziennikarzem. Symbolizuje cierpienia i opór przeciwko tyranii Ceausescu. Modlę się często przed tym krzyżem, który symbolizuje wszystkie narody, które są krzyżowane w obecnych czasach.
Zaznacza, że patrząc z punktu widzenia Europy na ten gest może to się wydawać zaskakujące, ale dwie trzecie Gabończyków to chrześcijanie, którzy mają nadzieję na jakąś zmianę, na rewolucję moralną i etyczną.
Moubamba opowiada, że zmarły prezydent w latach 70-tych twierdził, że nie zawaha się zawrzeć paktu z diabłem, by zbudować "Transgabonais" - żelazną kolej, która przemierza kraj.
- Otrzymuję więcej poparcia ze strony protestantów a jestem przecież katolikiem znanym w moim kraju, szczególnie dzięki zaangażowaniu w organizację Jubileuszu Jana Pawła II obchodzonego w 2007 roku, z okazji upamiętnienia 25 rocznicy przybycia papieża do Gabonu.
Brak poparcia ze strony liderów i biskupów katolickich tłumaczy tym, iż wielu z nich było zbyt blisko byłej władzy. - Nie jest to dobra rzecz dla Kościoła katolickiego w Gabonie – dodaje.
JAK BY BYŁO TRZEBA, TO WYWIAD PRZEPROWADZAŁ WE FRANC. TYGODNIKU BENJAMIN COSTE.
MaRo/Famillechretienne.fr
Bruno Ben Moubamba - strona oficjalna

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

