- W nowoczesnej demokracji sankcje kryminalne za obrazę głowy państwa są nie na miejscu. Zwłaszcza że Europejski Trybunał Praw Człowieka od lat unieważniał takie wyroki - oceniła Mijatović. Jak przypomniała, funkcjonariusze publiczni muszą tolerować to, że wobec nich padają ostrzejsze słowa krytyki i satyry niż wobec zwykłych ludzi. - Mimo coraz popularniejszego w świecie przekonania, że ludzie nie powinni być ścigani za zniesławienie, polski Trybunał Konstytucyjny w 2011 r. utrzymał w mocy artykuł 135 kodeksu karnego, na podstawie którego skazano Frycza - podkreśliła Dunja Mijatović. Wyraziła przy tym nadzieję, że sąd drugiej instancji zmieni ten wyrok. - Wzywam polskie władze do powzięcia natychmiastowych kroków zmierzających do zupełnej dekryminalizacji zniesławienia - zaapelowała.

 

Bartosz Kownacki, pełnomocnik Roberta Frycza, zgadza się z opinią przedstawicielki OBWE. Przyznaje, że w przypadku lżenia głowy państwa sankcja karna powinna funkcjonować i być stosowana, ale sprawa Roberta Frycza kompletnie do niej nie pasuje, tym bardziej że w naszym kręgu cywilizacyjnym wolność słowa jest jedną z głównych zasad, jakie obowiązują w życiu publicznym. - Sankcja karna za tego rodzaju wypowiedzi to ograniczenie wolności słowa. Polityków na całym świecie obowiązuje zasada tzw. twardszej skóry. A więc o polityku można powiedzieć więcej, ostrzej niż o zwykłym człowieku. Choć muszą być tutaj wyznaczone granice - zaznacza mecenas Kownacki. W jego ocenie, choć sąd jest niezawisły, apel przedstawicielki OBWE może mieć pozytywny wpływ na decyzję sądu II instancji. - Taki apel pokazuje jasno, że w Polsce ktoś próbuje przesunąć nas w kierunku standardów białoruskich czy rosyjskich - dodaje obrońca internauty.

 

W ubiegłym tygodniu Sąd Okręgowy w Piotrkowie Trybunalskim uznał Frycza za winnego jednego z zarzutów dotyczących znieważenia prezydenta. Strona Antykomor.pl zawierała materiały satyryczne, w tym gry on-line pozwalające m.in. strzelać do podobizny Bronisława Komorowskiego. Rok temu, by zabezpieczyć materiał dowodowy w postaci laptopa oraz płyt, do mieszkania Frycza weszła ekipa ABW. Oskarżony o zniesławienie prezydenta tłumaczył, że pomysł na gierki ściągnął ze stron satyrycznych krytykujących prezydenta USA Baracka Obamę i naśmiewających się z niego. Po niejawnym procesie Robert Frycz został skazany przez sąd na rok i trzy miesiące ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania 40 godzin prac społecznych miesięcznie. Sąd uznał go też za winnego fałszowania dokumentów. Prokurator domagał się kary roku i ośmiu miesięcy więzienia w zawieszeniu na pięć lat - pisze Walaszczyk.

 

JW/NaszDziennik.pl