Postanowiliśmy sprawdzić, czy osoby ubiegające się o euromandaty chcą reprezentować naszych czytelników. Jak zamierzają bronić w Parlamencie Europejskim dzieci nienarodzonych? Czy będziemy musieli szybko wprowadzić euro? Jakie widzą granice integracji europejskiej? Dziesięciu kandydatów z czterech komitetów wyborczych odpowiedziało na osiem zadanych przez nas pytań. Z możliwości wypowiedzenia się nie skorzystało 3 kandydatów Platformy Obywatelskiej, 3 Prawa i Sprawiedliwości, 2 Prawicy Rzeczypospolitej, 1 Unii Polityki Realnej i 1 Libertas. Przeczytaj, co kandydaci do PE sądzą o ważnych dla nas sprawach.

1. Czy prezydent Lech Kaczyński powinien podpisać Traktat Lizboński?

 

Hanna Foltyn-Kubicka (1 miejsce na liście PiS, okręg 1, Gdańsk): Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Lech Kaczyński podpisze Traktat Lizboński w stosownym dla tego dokumentu czasie.

 

Marcin Masny (2 miejsce na liście Libertas, okręg 4, Warszawa I): Nie wolno mu.

 

Witold Misiuda-Rewera (1 miejsce na liście PR, okręg 8, Lublin): W obecnej Formie NIE, oczywiście - ponieważ nie zgadzamy się na obniżenie pozycji Polski (obecnie należącej do 6 głównych suwerennych państw) w Unii Europejskiej, i jak widać mogącej jeszcze głosem Prezydenta RP podejmować ważne decyzje dla naszej Ojczyzny.

 

Marcin Motylewski (4 miejsce na liście UPR, okręg 6, Łódź): Nie. Po odrzuceniu w referendum w Irlandii jest dokumentem martwym. Podpisanie go uczyni z prezydenta narzędzie w rękach zwolenników Traktatu. Jego podpis posłużyłby jako argument do nakłaniania Irlandii do rozpisania nowego referendum i zmiany swojego zdania.

 

Andrzej Pilipiuk (10 miejsce na liście UPR, okręg 4, Warszawa I): Wobec odrzucenia traktatu w referendum w Irlandii nie ma prawnych ani logicznych podstaw do jego ratyfikowania przez Polskę. Ewentualny podpis JE. Lecha Kaczyńskiego i tak nie zrodzi skutków prawnych, miałby natomiast znaczenie propagandowe – dlatego jestem zdecydowanie przeciw.

 

Tomasz Sommer (1 miejsce na liście Libertas, okręg 1, Gdańsk): To zależy jakie są jego cele polityczne. Jeśli chce likwidacji Polski – to powinien podpisać. Jeśli jej zachowania – nie powinien. Ja jestem zwolennikiem prowadzenia polityki przez Polskę jako państwo, więc podpisanie traktatu przez prezydenta Kaczyńskiego uznałbym za zdradę, która dla mnie oznaczałaby zrzeczenie się przez niego funkcji prezydenta.

 

Krzysztof Szczerski (5 miejsce na liście PiS, okręg 10, Kraków): Prezydent powinien nadal działać tak, aby zapewnić, że każdy kraj członkowski Unii Europejskiej ma prawo do samodzielnej decyzji w tej sprawie i nie można na nikim wymuszać, by ulegał presji najsilniejszych. Dlatego Polska nie powinna przyłączać się do grona państw naciskających na szybkie przyjęcie Traktatu. Jednocześnie, w naszym bezpośrednim interesie nie leży też obecnie wejście Unii na ścieżkę schyłkową – potrzebujemy najbliższych lat na skorzystanie z uczestniczenia we wspólnej przestrzeni gospodarczej i geopolitycznej z najważniejszymi krajami Europy, stąd, po ewentualnym powrocie Traktatu na drogę ratyfikacji (w wyniku drugiego referendum irlandzkiego i decyzji Sądu Konstytucyjnego Niemiec) Polska nie powinna go blokować, tylko myśleć o propozycjach jego późniejszych korekt.

 

Konrad Szymański (1 miejsce na liście PiS, okręg 7, Poznań): Byłoby lepiej tego traktatu uniknąć. Ale Polska nie ma dziś siły by ten proces zablokować w pojedynkę. Mimo to Prezydent Lech Kaczyński nie powinien dziś podpisywać tego traktatu ponieważ Polska nie powinna uczestniczyć w międzynarodowej presji na Irlandię. Powinniśmy spokojnie czekać na decyzję Irlandczyków i nie udzielać im żadnych rad.

 

Michał Wojciechowski (4 miejsce na liście UPR, okręg 3, Olsztyn): Nie.

 

Artur Zawisza (1 miejsce na liście Libertas, okręg 4, Warszawa I): Prezydent niepodległej Rzeczypospolitej nie powinien ani negocjować i akceptować Traktatu Lizbońskiego, ani go podpisywać w ramach ratyfikacji. Winien odmówić podpisu niezależnie od wyniku referendum w Irlandii, bo jego wynik jest tylko argumentem wspomagającym. Natomiast co do zasady Traktat niszczy Europę wolnych narodów.

 

2. Czy tzw. małżeństwa homoseksualne zawarte w państwach, w których jest to możliwe, powinny móc korzystać ze swoich uprawnień na terenie całej Unii?

 

Hanna Foltyn-Kubicka (PiS, Gdańsk): Fakt, iż w niektórych krajach za małżeństwa uznaje się związki osób tej samej płci, nie powinien obligować Polski do uznawania za małżeństwa tychże związków. W polskim systemie prawnym za małżeństwo uznaje się wyłącznie zalegalizowany związek dwojga osób odmiennej płci.

 

Marcin Masny (Libertas, Warszawa I): Nigdzie nie powinny.

 

Witold Misiuda-Rewera (PR, Lublin): Zdecydowanie nie, jest to suwerenna decyzja każdego z państw, tak jak każdego człowieka.

 

Marcin Motylewski (UPR, Łódź): Nie. Kraje członkowskie powinny zachować autonomię w tych sprawach (i nie tylko w tych).

 

Andrzej Pilipiuk (UPR, Warszawa I): Wspólnoty Europejskie w okresie przedakcesyjnym zobowiązały się nie ingerować w sprawy religijne i światopoglądowe Polski. Myślę że powołując się na te zapewnienia mamy tu pełną swobodę wyboru czy będziemy respektować przywileje takich związków na terenie podlegającym naszej jurysdykcji.

 

Tomasz Sommer (Libertas, Gdańsk): Nie. Uważam, że homoseksualizm to choroba, którą trzeba leczyć, a nie propagować.

 

Krzysztof Szczerski (PiS, Kraków): Nie! Unia Europejska nie powinna konstruować życia społecznego wedle zideologizowanego wzorca liberalno-emancypacyjno-lewicowego, obcego obyczajom i kulturze wielu narodów.

 

Konrad Szymański (PiS, Poznań): Nie. Prawo rodzinne powinno być w całkowitej gestii państw członkowskich. Jakiekolwiek, nawet pośrednie próby wpływania na te zagadnienia powinny spotykać się ze zdecydowaną reakcją państw członkowskich a także posłów w Parlamencie Europejskim.

 

Michał Wojciechowski (UPR, Olsztyn-Białystok): Nie.

 

Artur Zawisza (Libertas, Warszawa I): Pożałowania godny fakt rejestracji związków jednopłciowych w niektórych krajach nie powinien podlegać ochronie prawnej w ramach całej Unii. W roku 2004 byłem autorem deklaracji Sejmu o suwerenności w sprawach moralności i kultury, która odnosiła się do tego typu spraw.

3. Co zamierza Pan/Pani zrobić jako poseł do Parlamentu Europejskiego dla obrony nienarodzonych dzieci?

 

Hanna Foltyn Kubicka (PiS, Gdańsk): W swoich działaniach staram się opierać na społecznej nauce kościoła. Kwestie związane z ochroną dzieci nienarodzonych nie są bezpośrednim przedmiotem prac komisji, w których pracuję, niemniej nie wyobrażam sobie sytuacji, w której podczas głosowań mogłabym w jakikolwiek sposób poprzeć np. liberalizację prawa aborcyjnego.

 

Marcin Masny (Libertas, Warszawa I): Odmówiłem komunistom służby wojskowej, ale teraz zastanawiam się nad radykalnymi środkami.

 

Witold Misiuda-Rewera (PR, Lublin): Na forum europejskim będę działał na rzecz cywilizacji życia, w aksjologii cywilizacji rzymsko - łacińskiej (nawet w prawie rzymskim "nasciturus pro iam nato habetur, quotiens de commodis eius agitur" - poczęte uważa się za już narodzone, o ile chodzi o korzyści dla niego) dziecko nie narodzone miało prawo choćby dziedziczenia. PS. Zabijanie nienarodzonych jest jakby wciąż na nowo Jezusa krzyżowaniem.

 

Marcin Motylewski (UPR, Łódź): Włączać się w inicjatywy, które tą obronę popierają. To nie jest odpowiedź wymijająca, ja po prostu nie mam konkretnych pomysłów, a nie czuję się tu osobą bardziej kreatywną od np. Łukasza Wróbla, autora słynnych wystaw ulicznych, w którego obronie symbolicznie uczestniczyłem, stojąc pośród protestujących na stopniach łódzkiego sądu w czasie rozprawy przeciw niemu (poznałem go jeszcze w czasach, kiedy byliśmy razem w KoLibrze). Jestem otwarty na współpracę z każdym, kto ma w zanadrzu inicjatywę antyaborcyjną, zwłaszcza tak niebanalną, jak pomysł Łukasza.

 

Andrzej Pilipiuk (UPR, Warszawa I): Co tylko będzie możliwe.

 

Tomasz Sommer (Libertas, Gdańsk): Zamierzam jasno stawiać problem. Uważam, że zabijanie nienarodzonych dzieci to holokaust współczesnej Europy.

 

Krzysztof Szczerski (PiS, Kraków): Moim pomysłem jest, by ideą przewodnią polskiej prezydencji w UE (2 połowa 2011 roku) uczynić hasło - "Human Europe" - "Ludzka Europa". Chodzi tu o zainicjowanie polityk unijnych, które odwróciłyby negatywne tendencje społeczne i demograficzne w Europie poprzez szereg konkretnych rozwiązań na rzecz lepszego społeczeństwa, a jednocześnie zmieniłyby ideologię działania Unii. Na przykład ochrona życia poczętego, wsparcie rodzin wielopokoleniowych, pomoc w integracji ludzi bezradnych i przez to wykluczonych społecznie, pomoc dla starszych, wsparcie zakorzenienia, a nie mobilności ludzi, wsparcie tradycji nie jako folkloru, ale jako modelu życia.

 

Konrad Szymański (PiS, Poznań): W ubiegłej kadencji PE byłem organizatorem pierwszej międzynarodowej konferencji nt. problematyki obrony życia w Unii Europejskiej (2006). Książka pokonferencyjna w języku polskim, francuskim i angielskim trafiła wtedy do wszystkich posłów PE. Byłem autorem ponad 50 poprawek odnoszących się do eliminacji języka aborcyjnego z dokumentów PE. W gronie posłów z m.in. Niemiec, Włoch, Hiszpanii zorganizowaliśmy koalicję ok. 300 posłów głosujących z nami w tych sprawach. W 2008 roku zorganizowałem "list 100" europosłów w obronie litewskich planów poprawy ochrony prawnej dzieci nienarodzonych. Podpisali go posłowie z 19 krajów. Zamierzam aktywność na wszystkich tych polach kontynuować.

 

Michał Wojciechowski (UPR, Olsztyn-Białystok): Powtarzać ceterum censeo – aborcja to od razu zabójstwo istoty ludzkiej, a z czasem samobójstwo krajów i kultur, które ją dopuszczają. Edukacja i projekty uchwał w tym kierunku.

 

Artur Zawisza (Libertas, Warszawa I): Minimum to stały opór wobec proaborcyjnych rezolucji, czy tym bardziej prób regulacji prawnych zmuszających do prawnego uznania aborcji. Maximum to unijna dyrektywa o poszanowaniu życia ludzkiego zawierająca gwarancje prawnej ochrony życia dzieci poczętych.

 

4. Czy Turcja powinna stać się członkiem Unii Europejskiej? Jeśli tak, to kiedy?

 

Hanna Foltyn Kubicka (PiS, Gdańsk): Turcja, jako istotny kraj NATO, jest ważnym partnerem Polski, zwłaszcza w kontekście konieczności ustabilizowania napiętej sytuacji na Kaukazie. Prezydent Rzeczpospolitej Polskiej Lech Kaczyński wielokrotnie wyrażał swoje poparcie dla europejskich aspiracji Turcji. Nie sposób ukryć faktu, iż występują pewne różnice kulturowe pomiędzy społeczeństwami państw dziś należących do Unii a społeczeństwem tureckim, więc proces integracji z pewnością nie będzie procesem krótkotrwałym. Ogromne znaczenie ma także sytuacja wewnętrzna Turcji. Powszechnie znanym jest fakt, iż w tym kraju trwa dość burzliwa debata na temat wizji państwa pomiędzy zwolennikami ideologii kemalistycznej a mniej lub bardziej umiarkowanymi islamistami. Istotnym problemem jest także kwestia Kurdów zamieszkujących terytorium Turcji, zwłaszcza w kontekście bliskiej współpracy ludności kurdyjskiej podczas stabilizowania sytuacji w Iraku.

 

Marcin Masny (Libertas, Warszawa I): Pytanie do dupy. Unia się rozleci za chwilę.

 

Witold Misiuda-Rewera (PR, Lublin): Nie wiem co na to powiedziałby nasz król Jan III Sobieski, ale pojawiają się tu problemy tożsamości cywilizacyjnych, istotna jest też geografia, Turcja w lwiej części należy do Azji; perspektywy wejścia jednak są; trzeba minimum nowego pokolenia i ogromnej pracy przystosowawczej. Uprzednio UE sama powinna dookreślić swoją aksjologię wartości, by odpowiedzieć na pytanie czego chcemy w ustroju Europy i czy tego samego chce ogromna Turcja.

 

Marcin Motylewski (UPR, Łódź): Nie dbam o inne kraje tak bardzo, jak o Polskę, więc jeżeli Turcja chce wstąpić do UE, nie będę im tego bronił. Oczywiście domyślam się, że za pytaniem kryje się kontekst kulturowo-religijny, ale nie widzę tu problemu, bo ani UE, ani Turcja nie są bohaterami mojej bajki. Jeżeli UE zeświecczy Turcję – to będzie problem Turcji, po której płakać nie będę, bo to ani moja kultura, ani religia. Jeżeli Turcja rozsadzi UE, albo chociaż stanie się dla niej nowym problemem ze względu na swoje interesy, kulturę i religię i w ten sposób utrudni/spowolni europejską integrację, też mnie to nie zasmuci. Jeżeli da się ją wykorzystać jako sojusznika w zmaganiach z brukselskimi ośrodkami władzy – tym lepiej. Im większa i bardziej różnorodna UE – tym trudniej nią zarządzać, a to już problem eurokratów, nie mój. Tak więc – nie mam nic przeciwko, a data jest mi obojętna.

 

Andrzej Pilipiuk (UPR, Warszawa I): Uważam że różnice mentalności, religii i światopoglądu między narodami UE a Turkami i Kurdami są na tyle duże, że nie jest to dobry pomysł.

 

Tomasz Sommer (Libertas, Gdańsk): Turcja powinna być sojusznikiem Polski. Uważam, że dywagacje na ten temat nie mają sensu.

 

Krzysztof Szczerski (PiS, Kraków): Turcji nie należy pozbawiać perspektywy członkostwa, dlatego, że nie należy odmawiać prawa do członkostwa żadnemu krajowi a priori. Samo przyjęcie do Unii nie może jednak odbywać się na żadnych specjalnych zasadach. Problem z członkostwem Turcji jest inny, a mianowicie – jak mamy od Turcji wymagać realizacji europejskich wartości skoro sami je relatywizujemy i odcinamy się od korzeni chrześcijańskich? Europa musi na powrót stanąć na podstawach duchowych, inaczej będzie coraz bardziej zagubiona także w sensie politycznym.

 

Konrad Szymański (PiS, Poznań): Nie. Istnieje ryzyko, że stanie się adwokatem społeczności

muzułmańskich w Europie. Ma to związek z procesem emancypacji muzułmanów w samej Turcji. Jest to proces, do którego Turcy mają prawo. Laicyzm w tym kraju miewał absurdalne objawy. Ale my też mamy prawo wyciągać z tego wnioski.

 

Michał Wojciechowski (UPR, Olsztyn-Białystok): Nie.

 

Artur Zawisza (Libertas, Warszawa I): Europa winna opierać się na filozofii greckiej, prawie rzymskim i Objawieniu chrześcijańskim. Turcja ani kulturowo, ani społecznie, ani geograficznie nie jest częścią Europy. Co więcej, de facto okupuje 40% unijnego Cypru, więc nie powinna być krajem członkowskim.

5. Czy Polska powinna przyjąć euro? Jeśli tak, to kiedy?

 

Hanna Foltyn Kubicka (PiS, Gdańsk): Polska powinna wprowadzić wspólną, europejską, walutę w sytuacji, w której będzie to z korzyścią ekonomiczną dla naszego Państwa i opłacalne dla obywateli Rzeczpospolitej. W mojej ocenie, w obecnej sytuacji, rozpoczęcie procesu przyjmowania wspólnej waluty byłoby niekorzystne.

 

Marcin Masny (Libertas, Warszawa I): Euro też się rozleci.

 

Witold Misiuda-Rewera (PR Lublin): Szanujmy naszego złotego; dali przykład nam Anglicy. Teraz nasza własna waluta stanowi niezbędny instrument polskiej polityki gospodarczej i ochrony wartości naszych zarobków. Ewentualne perspektywy wejścia do strefy euro nie wcześniej niż w 2019/20 roku.

 

Marcin Motylewski (UPR, Łódź): Nigdy, jestem za konkurencją walut.

 

Andrzej Pilipiuk (UPR, Warszawa I): Pytanie jest bezprzedmiotowe – wstępując do Wspólnot jednocześnie zobowiązaliśmy się przyjąć euro. Kiedy? Cóż obawiam się że nie my będziemy o tym decydować. Podobnie jak nie od nas zależał będzie kurs ewentualnej wymiany.

 

Tomasz Sommer (Libertas, Gdańsk): Polska nie powinna przyjmować euro. Powinna też zrezygnować z państwowej emisji pieniądza i uwolnić system finansowy od udziału państwa.

 

Krzysztof Szczerski (PiS, Kraków): Przyjęcie w Polsce euro jest możliwe dopiero po zgodzie narodu politycznego wyrażonej w referendum i po spełnieniu warunku, że zmiana waluty nie odbędzie się ze szkodą dla najuboższych, których koszyk dóbr konsumpcyjnych składa się z najtańszych towarów. Wejście do strefy euro powinno być rozumiane jako narzędzie do realizacji naszych celów, a nie jako konieczność narzucona z zewnątrz.

 

Konrad Szymański (PiS, Poznań): Na pewno nie dziś. Jest to najgorszy z możliwych momentów. W przyszłości można do tej dyskusji wrócić. Trzeba przede wszystkim ocenić w jakim stanie będzie strefa euro po kryzysie. Może okazać się, że będą to zgliszcza.

 

Michał Wojciechowski (UPR, Olsztyn-Białystok): Nie, aczkolwiek nie jest to aż tak ważne.

 

Artur Zawisza (Libertas, Warszawa I): Libertas w Polsce broni polskiego złotego jako waluty narodowej. To kwestia suwerenności mająca dodatkowe obudowanie ekonomiczne. Euro mogłoby być przyjęte wyłącznie, gdyby nie było innego pola manewru ekonomicznego, ale do tego nie należy dopuścić.

 

6. Jak ocenia Pan/Pani pomysł ujednolicenia podatku dochodowego w całej Unii Europejskiej?

 

Hanna Foltyn Kubicka (PiS, Gdańsk): Jestem zdania, iż każde państwo członkowskie Unii Europejskiej ma prawo do prowadzenia własnej polityki fiskalnej, zwłaszcza iż kraje te znajdują się w różnych fazach rozwoju gospodarczego a co za tym idzie obligatoryjne ujednolicanie systemu podatkowego mogłoby być niekorzystne dla poszczególnych społeczeństw i gospodarek. To obywatele danego państwa powinni decydować czy wolą system progresywny czy też liniowy.

 

Marcin Masny (Libertas, Warszawa I): W ogóle świetnie, najlepiej na poziomie 0 procent.

 

Witold Misiuda-Rewera (PR, Lublin): Domagam się wprowadzenia równych dopłat bezpośrednich dla polskich gospodarstw rolnych (pochodzę z rodziny rolniczo-sadowniczej), porównywalnych pensji na przykład dla mojej grupy zawodowej nauczycieli akademickich (dysproporcje w stosunku do moich kolegów w Europie Zachodniej to 1:4,5), a potem przy porównywalnych zarobkach za podobną pracę można ujednolicić podatek dochodowy.

 

Marcin Motylewski (UPR, Łódź): Jak każdą "urawniłowkę" – źle.

 

Andrzej Pilipiuk (UPR, Warszawa I): Poparłbym jeśli będzie to oznaczało radykalną i trwałą obniżkę podatków w Polsce. Z drugiej strony poddanie się procedurze ujednolicenia to oddanie kolejnego kawałka naszej suwerenności w ręce obcych urzędników.

 

Tomasz Sommer (Libertas, Gdańsk): Uważam takie propozycje za skandal. Jestem także zwolennikiem zniesienia w Polsce większości podatków, które, jak się okazuje, były wprowadzane, by przygotować nasz kraj na wejście do UE.

 

Krzysztof Szczerski (PiS, Kraków): Jestem przeciwny harmonizacji podatkowej w Unii.

 

Konrad Szymański (PiS, Poznań): To absurd. Państwa członkowskie mają prawo konkurować podatkowo między sobą. Poza tym, decyzja o poborze podatków to kluczowy element umowy, jaką podejmujemy między sobą w wyborach krajowych i tak powinno pozostać.

 

Michał Wojciechowski (UPR, Olsztyn-Białystok): Bardzo szkodliwy pomysł, który uniemożliwi obniżanie tego podatku.

 

Artur Zawisza (Libertas, Warszawa I): Jestem zarówno przeciw harmonizacji podatków dochodowych w UE, jak i za deregulacją jedynego dotychczas zharmonizowanego podatku, czyli VAT. W Polsce podatek od towarów i usług powinien być obniżony z 22 do 19%. Każde ujednolicenie podatków prowadzi w konsekwencji do ich podwyższania.

 

7. Jakie są granice integracji europejskiej?

 

Hanna Foltyn Kubicka (PiS, Gdańsk): Jestem zwolenniczką koncepcji "Europy ojczyzn", w której wolne i niezależne państwa członkowskie współpracują ze sobą w obszarze gospodarczym, kulturalnym i militarnym. Jako realistka jestem zwolenniczką bliskiej współpracy NIEPODLEGŁYCH państw.

 

Marcin Masny (Libertas, Warszawa I): Zostały dawno przekroczone.

 

Witold Misiuda-Rewera (PR, Lublin): Cywilizacyjne. Przyzwoitości również nie można przekraczać, ani tym bardziej granic prawdy. Relatywizm wartości nie może prowadzić do dekompozycji klarowności kolorów idei europejskich w kulturze chrześcijańskiej; by nie zamienić białego czy czarnego na krwawiący szary bez wyrazu i miłości.

 

Marcin Motylewski (UPR, Łódź): Wyznaczone przez układ z Schengen. Swobodny przepływ towarów, ludzi i kapitału. Tylko tyle, bez obecnej czapy biurokratyczno-politycznej, a tym bardziej bez planowanej przez Traktat Lizboński głębszej integracji.

 

Andrzej Pilipiuk (UPR, Warszawa I): Moim zdaniem akceptowalne granice integracji Europejskiej osiągnięto tworząc EWG. Procesy zachodzące we Wspólnotach od 1987 roku postrzegam jako zagrożenie dla suwerenności poszczególnych krajów. Odejście od koncepcji wspólnoty ojczyzn na rzecz budowy imperium europeum jest moim zdaniem fatalnym błędem. Za całkowicie niedopuszczalny uważam brak jasnych zapisów w przygotowywanych projektach konstytucji o swobodzie wystąpienia z UE. Przypomnę że taka możliwość zapisana była nawet w konstytucji ZSRR.

 

Tomasz Sommer (Libertas, Gdańsk): [Nie odpowiedział na to pytanie.'/>

 

Krzysztof Szczerski (PiS, Kraków): Granice integracji europejskiej wyznaczają zasady: wolności, podmiotowości państw, subsydiarności i poszanowania kultur i obyczajów narodowych. Dziś są one naruszane, więc Unia w przyszłości powinna się skurczyć, a nie rozrastać. Rozwój integracji oznacza zacieśnianie jej granic a nie ekspansję jej kompetencji. W sensie geograficznym Europa nie ma granic, Europa się nie kończy tylko rozrzedza wraz z odległością od rdzenia cywilizacji europejskiej.

 

Konrad Szymański (PiS, Poznań): Dziś się one właśnie wyłaniają. Państwa członkowskie mają wyraźnie dosyć nadaktywności Komisji Europejskiej. A więc będziemy mieli Unię dość aktywną w zakresie wspólnego rynku, próbującą ujednolicać swe stanowiska w zakresie spraw europejskich i wewnętrznych. Jednak natężenie tej współpracy będzie stało w miejscu.

 

Michał Wojciechowski (UPR, Olsztyn-Białystok): Odwrotnie: Co do niej należy: wykluczenie wojen i przemocy między państwami, swoboda ruchu obywateli i rzeczywiście wolny (a nie biurokratyczny) rynek. Reszta jest zbędna.

 

Artur Zawisza (Libertas, Warszawa I): Europa powinna być rodziną wolnych narodów. Granice integracji dobrze opisuje formuła: tyle wspólnych praw i instytucji, ile wspólnych zasad i interesów.

 

8. Co będzie dla Pana/Pani priorytetem w działalności w Parlamencie Europejskim?

 

Hanna Foltyn Kubicka (PiS, Gdańsk): Priorytetem będzie dla mnie kontynuacja działań rozpoczętych podczas tej kadencji. Zajmowałam się w niej kwestiami związanymi z budową przez Rosję i Niemcy "Gazociągu Północnego", który jest jawnym zaprzeczeniem zasady solidarności w UE. Projekt ten jest skandalem, zarówno w aspekcie politycznym jaki i ekologicznym. Jego bezzasadność ekonomiczna tylko podkreśla jego polityczny wymiar. Zamierzam także nadal aktywnie pracować w delegacjach parlamentarnych, Unia - Rosja i Unia - Białoruś, a także w komisji spraw zagranicznych i podkomisji praw człowieka. Uważam, iż Polacy są niejako w obowiązku wspierać ruchy wolnościowe w krajach totalitarnych a także w miejscach gdzie prawa człowieka są łamane, choć ukrywa się to pod płaszczykiem demokracji.

 

Marcin Masny (Libertas, Warszawa I): Praca ze wszystkimi i nad wszystkim.

 

Witold Misiuda-Rewera (PR, Lublin): Troska o rozwój regionów Polski, w szczególności tzw. obecnej peryferyjnej ściany wschodniej, mojej Lubelszczyzny ( przed II wojną światową to było Centrum Rzeczypospolitej), w duchu Europy Ojczyzn, zgodnie z przesłaniem Sługi Bożego Jana Pawła II, że "własna kultura regionalna jest szkołą dokonującą rzetelnego, uczciwego rozwoju osoby". Realizacja Europy zgodnie z zasada pomocniczości, która jest również (niestety nie w pełni realizowaną) konstytucyjna zasadą ustrojową Najjaśniejszej Rzeczypospolitej naszej.

 

Marcin Motylewski (UPR, Łódź): Będę wykorzystywał każdą okazję, żeby potwierdzić poglądy wyrażone choćby w tej ankiecie, ale PE to organ w dużej mierze fasadowy, nie dający możliwości realizacji ambitnych planów. Dlatego np. planuję skupić się na wykorzystaniu nieformalnego wpływu związanego z funkcją europosła do załatwieniu dla rodzinnego miasta tylko jednej sprawy: rozbudowy infrastruktury kolejowej połączenia Kutno-Łódź, gdzie na odcinku Chociszew-Jedlicze Łódzkie jest tylko jeden tor, skutkiem czego pociągi muszą zatrzymywać się na co najmniej kilkanaście minut, aby przepuścić jadące z przeciwka. Podróż osobowym na odcinku 60 km trwa 100 minut, pospiesznym – 70 min. Ze wszystkich stałych komisji PE najbardziej odpowiadają mi dwie: Kontroli Budżetowej (CONT) i Komisja ds. Kultury, Edukacji, Młodzieży, Mediów i Sportu (CULT) i w nich chciałbym pracować – to też są jakieś priorytety, bo stałych komisji jest dwadzieścia.

 

Andrzej Pilipiuk (UPR, Warszawa I): Zachowanie resztek suwerenności religijnej, światopoglądowej, politycznej i ekonomicznej naszego kraju.

 

Tomasz Sommer (Libertas, Gdańsk): Walka z tamtejszą biurokracją oraz zahamowanie demoralizujących trendów społecznych sprzecznych z elementarną moralnością i uczciwością.

 

Krzysztof Szczerski (PiS, Kraków): Chcę pilnować polskiej podmiotowości w sprawach traktatowych i instytucjonalnych (którymi się zajmuję naukowo i praktycznie) oraz w obronie polskiej tradycji, obyczaju i kultury.

 

Konrad Szymański (PiS, Poznań): Budżet otwarty dla nowych krajów UE, równe szanse w zakresie pomocy publicznej, otwieranie Unii na Wschód oraz odpychanie lewicowej agendy aborcyjnej i homoseksualnej poza nawias integracji.

 

Michał Wojciechowski (UPR, Olsztyn-Białystok): Zwalczanie aborcji i eutanazji, obrona wolności gospodarczej (a więc zwalczanie biurokracji), przeciwdziałanie ograniczaniu suwerenności Polski.

 

Artur Zawisza (Libertas, Warszawa I): Strzeżenie chrześcijańskiego dziedzictwa Europy, ochrona praw rodziny, promocja wolnej przedsiębiorczości.

Opracował Stefan Sękowski

 

Zobacz zapis debaty kandydatów do Parlamentu Europejskiego, która odbyła się w siedzibie portalu Fronda.pl:

[video:http://www.youtube.com/watch?v=ds6UVQy2XyY&feature=channel_page'/>

[video:http://www.youtube.com/watch?v=iZRJkV6Qgec&feature=channel'/>

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »