Gdy teatr 3raum-Anatomietheater zapowiedział, że „Pension F.” będzie komedią o Fritzlu, w Wiedniu zawrzało. Już zapowiedzi spektaklu wywołały falę protestów i kontrowersji, a o lepszą reklamę trudno. Sztuka poświęcona wstrząsającej sprawie 73-letniego Josefa Fritzla, który więził swą córkę Elisabeth przez 24 lata w bunkrze w Amstetten, gwałcił ją, płodząc siedmioro dzieci, z których jedno zmarło i zostało spalone przez Fritzla w piecu, wywołało pytanie o granice sztuki.

Teatr 3raum-Anatomietheater otrzymuje państwowe dotacje, więc sprawa od razu nabrała wymiaru politycznego. Wstrzymania finansowania sztuki, która „poniża ofiary” zażądała prawicowa Partia Wolności.

Reżyser skandalista Hubsi Kramar skarżył się na telefony z pogróżkami. – Anonimowi rozmówcy grozili mi śmiercią, zrywano plakaty promujące przedstawienie, bazgrano obraźliwe hasła na budynku teatru, a do zamku w drzwiach na scenę wpuszczono raz klej – mówi Kramar cytowany przez BBC. Podczas premiery teatr ochraniała policja. Kramar wynajął też prywatną firmę ochroniarską.

Bilety na premierę „Pension F.” rozeszły się natychmiastowo – głównie zresztą wśród dziennikarzy. Zdziwili się oni jednak, gdy po rozpoczęciu przedstawienia ujrzeli na scenie kamery skierowano na widownię. Sztuka okazała się wymierzona przede wszystkim w media.

– Sprawa Fritzla była dla tabloidów tematem roku – zaczał przedstawienie reżyser i jednocześnie główny aktor. – Teraz to my jesteśmy publicznością! – wołał. W serii kolejnych skeczów pokazano jak media wykorzystują ofiary do swoich celów, czyli głównie do robienia pieniędzy. W jednym z nich „stylistka-specjalistka ds. ofiar” przygotowuje molestowaną kobietę do występu w programie na żywo. Skraca jej spódnicę i robi krzykliwy makijaż, żeby bardziej „podniecić publikę”.


Tymczasem Fritzl, który stanie przed sądem 16 marca, także zastanawia się, jak zarobić na swych zbrodniach. Jego prawnik Walter Anzboeck poinformował, że zamierza on sprzedać swoją historię wydawnictwu bądź telewizji. Według nieoficjalnych informacji  zaprosił już chętnych do licytacji, szacując cenę wyjściową na pół miliona euro. Jego zdaniem wiele stacji TV „desperacko” zabiega o prawa do nakręcenia filmu, a – zdaniem adwokata – sam Fritzl może w ten sposób „zapewnić bezpieczną przyszłość swoim sześciu pozostałym dzieciom”.

AJ/Rz

 

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »