W swojej publikacji Friedman radzi rządowi amerykańskiemu udzielenie wsparcia politycznego i militarnego Polsce, przy jednoczesnym pozostawieniu Gruzji i krajów bałtyckich Rosji. - Ja uczciwie mówię, że Stany nie będą się angażowały w kraje bałtyckie, a Polska z pewnością nie będzie miała zdolności militarnej, by podjąć się takiej interwencji. Jeśli politycy czynią jakieś zobowiązania, których nie są w stanie spełnić, to właśnie jest cynizm. Nie jest natomiast cynizmem, gdy politycy przyznają, że nie są w stanie zobowiązać się do pewnych rzeczy. To po prostu rzeczywistość - mówi politolog w rozmowie z Witoldem Gadomskim ("Magazyn Świąteczny").

 

Na sugestię dziennikarza "Gazety Wyborczej", że Polska - zamiast być amerykańskim klinem - powinna związać się z Niemcami, Friedman odpowiada krótko: - Dobrze, bądźcie sojusznikiem Niemiec. Ale powinien pamiętać pan o polskiej historii i wyciągnąć z niej jedną lekcję - narody się zmieniają. W 1932 roku Niemcy były demokracją liberalną, a po kilku latach stały się największym koszmarem Polski. Jeśli chcecie, możecie zapomnieć o historii. Ale przez setki lat Polska próbowała zawierać sojusze i oczekiwała, że sąsiedzi wykażą dobrą wolę. I za każdym razem się zawiodła. Może tym razem będziecie mieli więcej szczęścia. Życzę powodzenia! - ironizuje autor "Następnej dekady".

 

Friedman podkreśla, że obserwując historię XX wieku, nie można być pewnym czegokolwiek i zauważa, że między Niemcami i Stanami Zjednoczonymi są głębokie sprzeczności. - Nie jesteśmy wrogami, ale nasze relacje na pewno nie są takie jak 30 lat temu. Z Francją różnego rodzaju nieporozumienia mieliśmy od czasu de Gaulle'a. (...) Europa postrzega Stany jako niebezpiecznego agresora. Stany uważają, że Europie chodzi o amerykańskie zasoby, ale niechętnie wnosi ona własne do wspólnego systemu bezpieczeństwa. To nie prowadzi do wojny, ale system, który istniał za czasu zimnej wojny, się rozpada. Niemcy są zainteresowane rosyjskimi zasobami naturalnymi, a Rosja - niemiecką technologią. Stany Zjednoczone brały udział w dwóch wojnach, w których uczestniczyły też dwa europejskie mocarstwa. Zimna wojna też dotyczyła relacji Niemiec ze Związkiem Radzieckim. Sprawa Niemiec i ich stosunków z resztą Europy to jest to, co bardzo głęboko siedzi w głowach Amerykanów - wyjaśnia politolog.

 

Jego zdaniem na tzw. kryzysie światowym zyskała Rosja, ale ostatecznie nie będzie potrafiła utrzymać tej siły. David Friedman przekonuje, że trzy kraje, położone blisko tego państwa, mają szansę przekształcić się w ważne regionalne potęgi: Japonia, Turcja i... Polska. - Wasz kraj ma specjalną pozycję, podobnie jak Korea Południowa. W latach 50. Korea Południowa była krajem bardzo biednym, dziś jest wielkim mocarstwem przemysłowym. Swój sukces zawdzięcza specjalnym stosunkom z globalnym mocarstwem, Stanami Zjednoczonymi. Sądzę, że podobne relacje rozwijają się między Stanami Zjednoczonymi a Polską. Mamy wspólne interesy. Polska chce utrzymać suwerenność, leżąc w bardzo niebezpiecznym miejscu, a USA z własnych powodów chcą, by Polska suwerenność utrzymała. Przez najbliższe 20 lat będziemy starali się zbudować odpowiednie stosunki między naszymi krajami, opierając się nie tylko na zaufaniu, lecz także na wspólnych interesach. W miarę jak reszta Europy wejdzie w fazę schyłkową, Polska będzie zajmowała strategiczne miejsce - tłumaczy twórca prywatnej agencji wywiadowczej Stratfor.

 

 Friedman twierdzi, iż relacje między Polską i Stanami będą ewoluowały w ciągu najbliższych 20 lat, a w tym samym czasie Europa wciąż będzie borykała się z problemami ekonomicznymi. - Włochy i Niemcy nie będą w stanie wesprzeć rozwoju Polski. Proszę pamiętać o dwu krajach: Korei Południowej i Izraelu. Oba dzięki specjalnym stosunkom ze Stanami w ciągu dwu pokoleń wydźwignęły się z ubóstwa i stały się regionalnymi potęgami. Polska zaczyna ze znacznie wyższego poziomu - tłumaczy politolog.

 

Przewidywania politologa nie stanowią jednak dobrotliwego proroctwa. Autor "Następnej dekady" podkreśla, że istnieją rówienież pewne warunki. - Musi potrwać, by nasze kraje wzajemnie się zrozumiały. Polska musi przede wszystkim wypracować bardzo realistyczną ocenę sytuacji w Europie. Większość z was jest przekonana, że sprawy wrócą do takiego stanu, jaki był w przeszłości. A to złudzenie. Gdy zrozumiecie, co się w Europie wydarzyło, zdacie sobie sprawę, że macie mniej możliwości i jedyną alternatywą są Stany Zjednoczone. Ameryka natomiast stopniowo uświadomi sobie, że ma w Europie silnego sojusznika, i zaryzykuje poparcie dla was. Ale na to trzeba czasu - tłumaczy Friedman.

 

Niebawem portal Fronda.pl przybliży czytelnikom treść najnowszej książki amerykańskiego politologa. Jest godna uwagi!

 

AM