W Paryżu wybuchła nieledwie panika po tym, jak podano w środę informację o znalezieniu podejrzanego samochotu z butlami gazu w pobliżu katedry Notre-Dame. Francuzi obawiali się kolejnego zamachu terrorystycznego. Niewykluczone zresztą, a przynajmniej tak twierdzą francuscy eksperci, że wszystko jest próbą zastraszenia władz Paryża.

Samochód zatrzymał się w dzielnicy turystycznej w miejscu, gdzie nie wolno parkować. Choć dzwoniono na policję, przez dwie godziny nikt nie interweniował. Tymczasem samochód... miał włączone światła awaryjne, nie miał rejestracji. Służby jednak po prostu zostawiły go samemu sobie. A może telefon odbierał... islamista w mundurze?

Ostatecznie funkcjonariusze weszli do samochodu, w którym znaleźli pięć pełnych butli z gazem i kartkę zapisaną po arabsku. Zostały już zatrzymane trzy osoby. Jedna z nich to islamista, który w przeszłości próbował nawracać na wiarę w Allaha. O dwóch pozostałych media piszą po prostu jako o "radykalnych islamistach".

ol