Xavier Bertrand stwierdził, że legalizacja marihuany nie położyłaby kresu przemytowi. - To, że jakiś produkt nie jest zakazany, nie oznacza, że nie ma jego przemytu - powiedział minister zdrowia. Podał przykład tytoniu, który jest przecież legalny, ale i tak rozwija się czarny rynek papierosów i innych wyrobów tytoniowych. Minister nie zgodził się też z twierdzeniami, że legalizacja marihuany zmniejszy jej konsumpcję, gdyż ponad połowa francuskich nastolatków uważa, że nie pali tego narkotyku tylko dlatego, że jest zakazany. - Głosy starające się przekonywać, że poprzez legalizację marihuany rozwiąże się problem narkomanii, są całkowicie błędne i niebezpieczne dla naszej młodzieży - konkludował Xavier Bertrand. Grupa robocza socjalistycznych deputowanych w Zgromadzeniu Narodowym, której przewodniczył były minister spraw wewnętrznych Daniel Vaillant, zaproponowała zalegalizowanie upraw konopi indyjskich na obszarze 53 tys. hektarów, kontrolę importu marihuany i dystrybucję tego narkotyku w wyznaczonych miejscach.
Według socjalistów, obecny zakaz jest nieskuteczny i kryminogenny, a represje prawne wobec osób zażywających te narkotyki powodują przeciążenie sądów. Ocenia się, że marihuanę pali około 4 mln Francuzów, z czego co trzeci regularnie. Każdego roku policja zatrzymuje 90 tys. osób podejrzewanych o spożywanie narkotyków, a co piąty z nich staje przed sądem. Trudno jest więc mówić, że jest to jakaś lawina procesów sądowych.
JW/Nasz Dziennik

