Reprezentująca partię Zielonych, Pani[1] minister (ministra?) równości terytorialnej i mieszkalnictwa (ministre de l'Égalité des Territoires et du Logement), Cécile Duflot, postanowiła powołać specjalne służby, które zajmą się rekwizycją niezamieszkanych lokali , które (by użyć słów samej Pani minister (ministry?)) będą jak miecz Damoklesa wiszący nad egoistami, którzy trzymają puste lokale zamiast udostępnić je potrzebującym. Czym miałyby się one zajmować? Otóż Pani Duflot tłumaczy, iż: „Często jest tak: zajmuje się pustostan i wtedy momentalnie pojawia się jego właściciel, który twierdzi, że wkrótce będzie użytkował ten lokal. Trzeba weryfikować, czy mówi prawdę, czy nie”. No i wszystko powoli staje się jasne: Pani minister (ministra?) znalazła kolejny, jak możemy domniemywać, niezwykle skuteczny sposób, aby uzyskać kontrolę nad księgami wieczystymi, dokumentacją majątkową, a także prawo nadzorowania co kto robi w mieszkaniu, bo przecież jakoś trzeba skontrolować, czy ktoś istotnie zamieszkuje dany lokal, czy też może jest on tylko magazynem, albo miejscem gdzie prowadzi się nielegalną działalność gospodarczą, itp. Pomysłowość władzy by uzasadniać skorzystanie z prawa nadzorowania użytkowania mieszkań, może okazać się niemal nieograniczona. Zauważmy przy tym, że dla pani minister (ministry?) nie ma problemu CZY ZAJMOWAĆ prywatną własność obywateli, ale W JAKI SPOSÓB sprawdzić czy zająć się da. Kuriozalny to sposób myślenia w kraju, który na swoich sztandarach wypisał wszelkie liberalne hasła, jakie tylko postępowcom przyszły kiedykolwiek do głowy i ponoć był pionierem w formułowaniu nowoczesnych praw człowieka. Po raz kolejny sprawdza się reguła, wedle której ten, kto ma na ustach pełno wartości, ma je zazwyczaj również w pobliskim nosie.
Pani minister, w pierwszej kolejności, jak już wiadomo, zwróciła się do diecezji paryskiej "o udostępnienie mieszkań" i wyraża nadzieję, że nie trzeba będzie uciekać się do środków administracyjnych. Oświadczyła też m.in. "Niezrozumiałe by było, gdyby Kościół nie podzielał naszych celów solidarności" (http://gosc.pl/doc/1380885.Panstwo-zarekwiruje-koscielne-budynki). Pomysł, przynajmniej jeżeli chodzi o własność kościelną, wzbudził jednak (chyba dość nieoczekiwanie) krytyczne komentarze wielu mediów, nawet tradycyjnie niechętnych Kościołowi, a to z prostego i utylitarnego powodu: jeżeli Kościół straci podstawy swojej materialnej egzystencji, to legnie w gruzach prowadzone przezeń szkolnictwo, szpitale oraz rozmaite instytucje pomocy najuboższym i imigrantom, a także inne charytatywne działa katolickie. W sytuacji pogłębiającego się kryzysu trudno sądzić, że państwo będzie w stanie zastąpić Kościół w jego, jak się naraz okazało, niezbędnej działalności społecznej i dobroczynnej. Osobiście wyrażamy nadzieję, iż paryski Kościół jednak nie wyrazi zrozumienia dla podobnych pomysłów i poczeka na działania administracyjne władz, które w gruncie rzeczy nie są niczym innym, jak zamachem na własność prywatną obywateli oraz naruszeniem miru domowego, a powoływanie się na istniejący przepis z 1945r. jest curiosum, jako, że trudno porównywać dzisiejszą sytuację, z tą która miała miejsce krótko po zakończeniu działań wojennych na terytorium francuskim. Sytuację można by porównać do pomysłu przywrócenia w Polsce „MAŁEGO KODEKSU KARNEGO” Z CZASÓW KOMUNIZMU. Ścigał surowo przestępstwa, zwłaszcza przeciwko państwu i z całą pewnością posłużyłby rządzącym do wzmocnienia autorytetu władzy i dyscypliny a wiec dlaczego nie?
Ogromny Niepokój zdrowo myślących ludzi budzi fakt, że wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi wielu obywateli francuskich popiera pomysły, by zabrać bogatym i rozdać biednym, co świadczy o braku u nich nawet tej refleksji, na którą zdobyły się media. Można mieć zatem tylko nadzieję, że nie dojdzie jednak do sytuacji, iż raptownie obudzą się w sytuacji, kiedy państwo dobierze się do nieruchomości należących do ich bliskich albo nawet ich samych. Także Pani minister nie zamierza na razie rezygnować z wprowadzenia w życie swojego dosłownie i w przenośni „rewolucyjnego” pomysłu, licząc w dalszym ciągu na niezachwiane poparcie premiera Jean-Marc’a Ayrault i prezydenta Hollande’a.
W sytuacji trzęsienia ziemi, albo innej porównywalnej klęski żywiołowej, lub innych czynników losowych (np. działań wojennych lub masowej wywózki do obozów pracy), nikt o zdrowych zmysłach nie sprzeciwiałby się kwaterunkom i rekwizycjom, itp. środkom pomocy potrzebującym, którzy nagle zostali pozbawieni wyżywienia i dachu nad głową. W czasach I oraz II wojny światowej oraz tuż po nich, działo się tak w większości krajów europejskich (zresztą często miało to miejsce za odszkodowaniem, o którym to odszkodowaniu francuska minister milczy). W sytuacjach nadzwyczajnych jest rzeczą normalną i słuszną, że ogranicza się prawa obywatelskie na rzecz dobra ogółu ale trudno nazwać nadzwyczajną sytuację ,gdy rząd kosztem obywateli usiłuje załatać skutki własnej nieudolności i złych założeń, na których oparł swoją politykę. Taka sytuacja niestety w dzisiejszych czasach jest normalna i to jest dramat.
Pomysł Cécile Duflot budzi również inne skojarzenie: Wielka Socjalistyczna Rewolucja Radziecka przyniosła rozwiązanie problemu bezdomności oparte na dokładnie takich samych podstawach. Oczywiście Pani minister nie postuluje póki co rozstrzeliwań wrogów ludu, kułaków, białych i opornych, ale przecież władze bolszewickie najwyraźniej wytyczyły jej szlak. Oto bolszewicy jeszcze w 1919 roku rozpoczęli dokwaterowywanie do mieszkań i domów, w których właściciele i lokatorzy mieli (zdaniem władzy) zbyt wiele miejsca, albo też zwyczajnie nie zdążyli po zawierusze wojennej i rewolucyjnej powrócić do domu: bezdomnych, potrzebujących oraz... zasłużonych towarzyszy. Pewne podobieństwa może przywoływać także akcja likwidacji gospodarstw kułackich i obdzielanie ziemią chłopów bezrolnych i ... zasłużonych towarzyszy, z których zresztą wielu również rozstrzelano później jako szkodników i kułaków, szczególnie gdy bronili dopiero co nadanej im ziemi przed kolektywizacją.
Nie pozostaje więc nic innego jak westchnąć za starożytnymi „nihil novi sub Sole” i po raz kolejny uznać , że historia zatoczyła koło…
Monika Nowak & Michał Szkuta
[1] Jako, że minister Cécile Duflot należy do Partii Zielonych, która to partia kilka lat temu prowadziła dosyć głośną kampanię przeciw używaniu określeń: Madame i Mademoiselle, jako dyskryminującym reliktom patrymonializmu, więc na wszelki wypadek, zapewniamy solennie, iż forma „Pani” ma w języku polskim charakter wyłącznie grzecznościowy i nie jest naszym celem, by w jakikolwiek sposób ją dyskryminować poprzez używanie tego określenia.
