Przeciw projektowi ustawy dopuszczającej zawieranie małżeństw przez osoby tej samej płci głosowała większość członków Zgromadzenia - 293 deputowanych, głównie z rządzącej Unii na Rzecz Ruchu Ludowego (UMP). Propozycję poparło 222 głosujących, głównie lewica - socjaliści, Zieloni, komuniści oraz pojedynczy deputowani z centroprawicy.


 Autorem projektu byli socjaliści, którzy jednak odtrąbili sukces bowiem przypomniano, że pierwszy raz  na forum parlamentu udało się doprowadzić do debaty na ten temat. Socjaliści zapowiedzieli, że jeśli wygrają wybory parlamentarne w przyszłym roku to priorytetem dla nich będzie doprowadzenie do legalizacji małżeństw osób tej samej płci.


Najostrzej przeciwko ustawie protestował Front Narodowy. Szefowa FN Marine Le Pen skomentowała w publicznym radiu France Info projekt socjalistów, mówiąc: "A dlaczego by nie pozwolić na poligamię?". Jej zdaniem, jeśli odrzuci się zasadę, że małżeństwo jest wyłącznie związkiem mężczyzny i kobiety, to "można odejść bardzo daleko w zmienianiu naszej cywilizacji". Mimo tego, że rząd sprzeciwił się projektowi, argumentując, że "małżeństwo mężczyzny i kobiety jest podstawą komórki rodzinnej" i że należy je odróżniać od innych związków to jednocześnie ogłosił, że powoła wkrótce grupę roboczą w parlamencie, która zajmie się  poszerzeniem praw mniejszości seksualnych.


Obecnie we Francji legalne są związki partnerskie, które dają parom podobne prawa jak małżeństwo ( m.in. wspólne rozliczenie się z fiskusem). Pary homoseksualne nie mają rówież we Francji prawa do adopcji dzieci.

 

Ł.A/Rzeczpospolita