Tekst w „GW” podpisany jest nadtytułem „zdaniem katoliczki”, ale szczerze mówiąc mam nieodparte wrażenie, że tytuł też jest mocno na wyrost. Poglądy pani Katarzyny z katolicyzmem nie mają bowiem nic wspólnego. A nawet mocniej nie mają nic wspólnego z logiką, monoteizmem czy choćby zwykłym ludzkim podejściem do życia. Przykre, że takie poglądy wychodzą z ust osoby wciąż związanej z KIK-iem i powołującej się na takie związki.
Ta mocna ocena stanie się jasna, gdy przytoczą fragmenty z wiekopomnego dzieła pani Kucharskiej. Otóż ta „katoliczka” zajęła się recenzowaniem proaborcyjnej książki Gail Kligman, i tak się tym zadaniem biedaczka przejęła, że aż doszła do wniosku, że „trudno nie zgodzić się z autorką, że retoryka odwołująca się do świętości życia jako abstraktu oderwanego od realiów codzienności, nie jest w stanie odmienić tych realiów i krzywdzi wiele osób próbujących rozeznać się w swoich trudnych sytuacjach”. I już to zdanie pokazuje absolutny brak logiki. Otóż zdanie, które przytoczyłem można by z równym uzasadnieniem (bo przecież nie ma w nim ani słowa o aborcji) odnieść do mordowania Żydów przez hitlerowców czy likwidowania staruszków przez żądnych kasy przestępców. Czy pani Katarzyna w tym przypadku też jest zdania, że retoryka odwołująca się do świętości życia Żydów czy staruszków w oderwaniu od realiów codziennego życia „krzywdzi wiele osób”?
Ale dość już pastwienia się nad tym fragmentem. Dalej jest jeszcze lepiej i bardziej absurdalnie. Wychowanka Klubu Inteligencji Katolickiej oznajmia, że sugestie Andrzeja Wielowieyskiego i Róży Thun, którzy ostatecznie opowiadają się za prawną dopuszczalnością zabijania nienarodzonych „stanowią otwarcie nad dyskusją nad metodami rozwiązania problemu podziemia aborcyjnego, a nie egzekucji moralnych praw istotnych dla katolików”. Zdanie to jest na tyle absurdalne, że aż nie wiadomo, za który z jego fragmentów się zabrać. Ale po kolei. Otóż rozwiązaniem problemu podziemia aborcyjnego, tak jak rozwiązaniem każdego podziemia przestępczego jest praca policji, prokuratury i sądów. Płatnych morderców w lekarskich kitlach i zleceniodawców mordów trzeba ścigać, a nie uznawać, że są oni fajnymi ludźmi, z którymi trzeba dialogować. Ale jeszcze zabawniejsza w ustach katoliczki jest opinia, że wprowadzenia do prawodawstwa zasady „nie zabijaj” jest „egzekucją praw moralnych istotnych dla katolików”. Ja tam nie jestem z KIK-u, ale dla mnie zasada, by nie mordować jest zasadą ludzką. I każdy normalny człowiek, nawet jeśli jest inteligentem, powinien ją respektować. Nie dlatego, że jest katolikiem, ale dlatego, że jest człowiekiem.
A na koniec trudno nie zadać pytania szefostwu Klubu Inteligencji Katolickiej, czy jest dumny ze swoich wychowanków? Czy ich zdaniem osoba otwarcie głosząca poglądy dopuszczające mordowanie nienarodzonych i uczestnicząca w medialnych próbach wymuszenia zmiany takiego prawa powinna być szefową działu w katolickim medium? I czy powinna mieć prawo odwoływać się do KIK-u. Dopuszczam opinię, że tak, ale wówczas mam ogromną prośbę zacznijcie nazywać się KI, bo do ostatniego K sami sobie odbieracie prawo, pozwalając by wasi wychowankowie pełnili rolę „pożytecznych idiotów” w propagowaniu mordy na masową skalę.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

