Michał i Jacek Karnowscy próbują wyciągnąć od profesora jakiekolwiek wyrazy żalu (bo już nie mówię o „bulu i nadzieji” – by zacytować szefa profesora) dotyczące gaszenia zniczy i niszczenia śladów pamięci. Ale to – jak można się było spodziewać – jest zwyczajnie niemożliwe. Prof. Nałęcz nie widzi nic zdrożnego w „gaszeniu pamięci” i zwalczaniu zniczy. Dla niego to norma. „Nie miejmy pretensji do służb, że robią to, co jest ich powinnością” – oznajmia doradca prezydenta.
A dalej jest już tylko weselej i bardziej pisofobicznie. Otóż doradca przekonuje, że winę za to, iż służby muszą niszczyć pamięć, ponoszą ci, którzy pamiętają. Ich winą jest także to, że profesor Nałęcz musi się tłumaczyć przed dziennikarzami z zachowania służb. „Po to PiS to robi, właśnie tu, właśnie w taki sposób, żebyśmy my musieli tłumaczyć się ze sprzątania miasta” – oznajmia profesor. I ta jego wypowiedź powinna przejść do historii, jako najgłupsza wypowiedź współpracowników nienajmądrzejszego przecież prezydenta.
Poza wygłaszaniem tego typu „mądrości”, które wpisują się w starą tradycję poszukiwania kozła ofiarnego (czy oskarżania zgwałconych kobiet o to, że same prowokowały), profesor Nałęcz zajmuje się wskazywaniem ludziom, gdzie mają się modlić. A nawet zachęcaniem Jarosława Kaczyńskiego, by ten modlił się w kościele św. Anny. Komentować tego nie będę, bo sugestie profesora mają tyle sensu, ile zgodności z ortografią mają wpisy jego szefa.
Tomasz P. Terlikowski
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

