"Sponsoring" Małgorzaty Szumowskiej wejdzie do polskich kin 17 lutego. Zostanie również pokazany na 62. Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie. Obraz opowiada o Annie (Juliette Binoche), dziennikarce pisma dla kobiet, która przygotowuje artykuł na temat prostytuujących się we Francji studentek. By napisać tekst poznaje dwie prostytutki - Francuzkę Charlotte i Polkę Alicję, które wprowadzają ją w mroki prostytucji dziewczyn z „dobrych domów”. Matkę Alicji gra Krystyna Janda. W filmie widzimy również Andrzeja Chyrę. Obraz Szumowskiej wzbudził duże kontrowersje we Francji i podzielił krytyków.
Wielu krytyków chwali film za subtelność, mrok, niejednoznaczność i świeżość. Zachwycają się oni występem całej obsady, w tym polskich aktorów. Według serwisu portalfilmowy.pl, „Le Point” zauważa, iż jest „to kronika rozpadającego się małżeństwa i brutalna czasem eksploracja sponiewieranej zmysłowości". Film wzbudza entuzjazm lewicy z „Liberation”, gdzie nazwano go „głęboko feministycznym”. Jednak francuscy żurnaliści zwracają również uwagę, że film Szumowskiej powiela „antymęskie” stereotypy. „Le Figaro” pisze, że Szumowska powiela stereotypy dotyczące mężczyzn. Według recenzenta gazety film prezentuje miałkość i jest to „soft porno". Dość krytyczny wobec dzieła jest też recenzent "Le Monde", który wytyka reżyserce stronniczość w negatywnym "przerysowaniu" męskich postaci. Recenzent gazety pisze także, że "drażni" go sposób filmowania tej historii przez Szumowską. Na to również zwracali uwagę entuzjaści filmu, wytykając mu potknięcia w narracji.
Szumowskiej zarzucano już feminizm w jej obrazie „Ono”, w którym przedstawiła historię Ewy, która objaśnia świat swojemu nienarodzonemu dziecku. Wówczas autorka broniła się jednak przed włożeniem do szuflady z napisem „feminizm”, mówiąc, że po prostu zrobiła film o kobiecie. Spore kontrowersje wzbudził też „33 sceny z życia”, który podejmował temat śmierci. Filmowi zarzucano obdarcie śmierci z metafizyki i patosu. Pamiętajmy jednak, że Małgorzata Szumowska nie należy do twórców, którzy odcinaliby się od pewnego rodzaju ideologii. „Patrząc na ten cały cyrk, który nazywamy w Polsce żałobą narodową, mam jednoznaczne uczucia. Jestem za granicą, widzę to, co się dzieje w internecie, nie dotykam tego bezpośrednio, to daje dystans. Już od soboty mam głębokie przekonanie, że to, co widzę, to absurdalne zachowanie stadne, a nie żałoba. […]To straszne, ale i pociągające, zwłaszcza dla tych, którzy tak chętnie uczestniczą, machają, rzucają kwiaty, robią zdjęcia przejeżdżających trumien, walczą o miejsce w kolejce na Krakowskim Przedmieściu. Dla mnie to jednak straszne i tyle. Niesie ze sobą groźne konsekwencje, zafałszowanie rzeczywistości, narodowościowe wzloty. Boję się takiej żałoby. Boję się rozszlochanego narodu nad trumnami, oszalałych haseł „Polska Chrystusem Narodów” i ludzi w bejsbolówkach owiniętych biało-czerwoną flagą”- pisała tydzień po katastrofie smoleńskiej na portalu „Krytyki Politycznej”. Oczywiście nie można dyskredytować filmu artysty z uwagi na jego poglądy. Wówczas musielibyśmy przekreślić takich mistrzów jak Robert de Niro, Al. Pacino czy 90 proc. Hollywood. A nie zapominajmy, że nawet komunista i gej Pier Paolo Passollini zrobił jeden z najpiękniejszych filmów o Jezusie. Poczekajmy więc na film Szumowskiej i sami oceńmy czy jest to stereotypowe, antymęskie „soft porno” czy może „subtelny” film o ważnym problemie.
Łukasz Adamski

