„Filmowy Ginsberg wspomina swoje podróże, romanse i próby odnalezienia wyzwolenia, które doprowadziły do powstania jego najsłynniejszego dzieła: wiersza „Skowyt”. W tym samym czasie w San Francisco toczy się proces przeciw wydawcy „Skowytu”. Prokurator stara się doprowadzić do zakazu rozprowadzania utworu, podczas gdy obrońca argumentuje, że jest on wyrazem wolności słowa, a wszelkie użyte w nim wulgaryzmy – przejawem ekspresji twórczej. Postępowanie przybiera różne formy od groteskowej po prawdziwie poruszającą w miarę przesłuchań kolejnych świadków” - czytamy na portalfilmowy.pl
Allen Ginsberg jest jednym z najsłynniejszych przedstawicielem kontrkultury lat 60. W swoich „poematach” powoływał się na Walta Whitmana, Arthura Rimbaud czy Williama Blake’a. Przy okazji ten otwarty homoseksualista uwielbiał zażywać LSD, co miało wpływ na jego twórczość. „Skowyt” jest przepełniony narkotycznym bełkotem, który lewacy wzięli za głos geniusza. W roku 1948 Ginsberg podobno usłyszał przemawiający do niego głos Williama Blake’a. Wpadł w trans i od tego czasu uwierzył, że jest wybranym prorokiem. Poeta brał jeszcze meskalinę, którą tak uwielbiał jego naśladowca Jim Morrison z „The Doors” i służył pomocą wynalazcy LSD. Ginsberg zmarł w roku 1997. Dwa lata wcześniej dostał Pulitzera i przez lata uchodził za wielki autorytet młodzieży i wszystkich buntowników. Brał czynny udział w protestach przeciwko wojnie w Wietnamie w Berkley, zachwycał się komunizmem i podróżował nawet do krajów komunistycznych… by szerzyć tam prawdę o „wolności słowa, której nie było w USA”. Mimo tego, że wyrzucano go z Kuby za promocję homoseksualizmu, to nigdy nie przestał kochać Marksa, Che i Lenina. Po latach lewackiego zacietrzewienia i narkotycznych odjazdów, w 1994 roku Ginsberg wziął w obronę pedofilską organizacją NAMBLA, która otwarcie walczy o prawo do legalizacji seksu z dziećmi.
Zanosi się więc na to, że film o tym lewackim rewolucjoniście będzie fascynującą próbą spojrzenia na kawałek amerykańskiej historii. Nawet jeżeli będzie on lewicową propagandą to bez wątpienia przybliży nieznaną w Polsce osobę Ginsberga, szczególnie, że zagra go znakomity aktor James Franco, który dał wielki popis umiejętności w „127 Godzin”. W obsadzie znaleźli się również tacy aktorzy jak Jeff Daniels i Mary Louise-Parker. Podejrzewam, że możemy mieć do czynienia z przedstawieniem Ginsberga jako wielkiego wyzwoliciela Ameryki i wojownika o wolność słowa. Nie można jednak zapominać, że takie lewicowe filmy jak „Skandalista Larry Flynt” czy obrazy Olivera Stone’a pomagają zrozumieć pewne zawiłości i pozwalają lepiej ocenić ideologicznego wroga. Warto również spojrzeć do czego doprowadziła kontrkultura lat 60. i jak wyprała ludziom mózgi. Fascynacja Ginsbergiem jest przykładem upadku zachodniej cywilizacji.
Łukasz Adamski

