Czy wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie Grzegorza Przemyka daje nadzieję na to, że sprawy zbrodni komunistycznych nie będą już odwlekane przez nasze sądy aż do przedawnienia?

Sprawa śmierci Grzegorza Przemyka jest jedną z wielu spraw niewyjaśnionych do dzisiaj w sposób mogący satysfakcjonować polskie społeczeństwo. Czy jednak można mieć nadzieję, że wyrok Trybunału będzie precedensem, który wywoła lawinę tego typu spraw w Strasbourgu, spraw dotyczących przestępczych działań zbrodniczego systemu w Polsce? Trudno odpowiedzieć na to pytanie, inaczej niż: czas pokaże. Z drugiej strony można powiedzieć: lepiej późno niż wcale, że Europa czy europejskie instytucje zabierają głos w tej sprawie i przyznają jakąś namiastkę sprawiedliwości rodzinie Grzegorza Przemyka. Bez wątpienia jednak - dla polskiego wymiaru sprawiedliwości musi to być powodem do hańby. Bo to hańba, że po 24 latach wolnej Polski dopiero trybunał w Strasbourgu może zająć obiektywne stanowisko w tak oczywistej, wydawałoby się, sprawie, jak bestialskie zabójstwo Przemyka. Nasze sądy nie zdawały i wciąż nie zdają egzaminu z wolności.

Smucą mnie też dzisiejsze słowa przewodniczącego SLD Leszka Millera, który próbuje po raz setny w swojej politycznej karierze cały ten obraz gmatwać i posługuje się jakimś publicystycznym slalomem, twierdąc, że Trybunał zwrócił uwagę na to, że polskie instytucje i polski wymiar sprawiedliwości powoływały się w sprawie przedłużania dochodzenia na "inne paragrafy" niż powinny w ocenie Europejskiego Trybunału Prawa Człowieka. To nie jest kwestia paragrafów, tylko zwyczajnej, ludzkiej, nawet nie politycznej, przyzwoitości. Nie ukarano winnych ani tej zbrodni, ani wielu innych. Trudno to nazwać inaczej niż poważną patologią III RP. 

not. ToR