Problem polega na tym, że chamiejemy oficjalnie i na tzw. legalu, bo wulgaryzmy, obelgi i bezpardonowe ataki poniżej pasa stały się częścią polskiej debaty publicznej. Opluwają się, wyzywając od najgorszych, politycy władzy i opozycji. Artyści wielcy i mali, gwiazdy znane i nieznane przeplatają swoje nie zawsze najmądrzejsze wypowiedzi grubymi słowami, z których żadne nie nadaje się do powtórzenia. I czynią to publicznie, bez cienia skrępowania, wstydu czy refleksji, że oto sprowadzają samych siebie do poziomu żula wrzeszczącego pod monopolowym.

 

Nie chcę wchodzić w rolę zrzędzącego staruszka, ale, proszę pani, proszę pana, kiedyś tego nie było. Całkiem niedawno. Gdy piosenkarka Agnieszka Chylińska, odbierając jakąś tam nagrodę, pokazywała środkowy palec swoim nauczycielom, nawet przez tabloidy przeszła fala zażenowania intelektualnym poziomem i wychowaniem wytatuowanej wokalistki. Dziś środkowy palec pokazują już nawet piłkarze czołowego klubu w Polsce, a na poznańskiej fecie z okazji zakończenia piłkarskiego sezonu gwiazdy sportu śpiewają o konkurentach, że to k...


Przekleństwa pojawiają się już nawet w programach telewizyjnych, a nawet gdy bywają wtedy „wypipkane”, przekaz jest czytelny: chamstwo jest trendy. Dużą rolę w „oswajaniu” zwyczajnego chamstwa i tzw. wiochy (nie mylić z polską wsią) ma Internet, w którym roi się od wyzwisk już nie tylko pod adresem nielubianych polityków czy celebrytów, ale także wobec każdego, kto myśli inaczej. Jacek napisze, że Agatka jest głupia, Agatka odpowie, że Jacek jest tępy, kilka minut później ona będzie już dla niego „skończoną p... ”, on dla niej „złamanym ch... ”. Niestety, to specyfika wolnego Internetu i poza moderowaniem internetowych wpisów na forach największych portali czy gazet niewiele tu można zmienić. Najlepiej nie czytać i nie odpowiadać. Ale cóż robić, gdy ludzie z pierwszych stron gazet, a wystarczy tu wspomnieć Kubę Wojewódzkiego czy Janusza Palikota, celebryci i politycy, kokietują małoletnich Polaków tym, że pofolgują sobie w dziedzinie chamstwa. Dziś trzeba być „na luzie”, a na luzie człowiek, wiadomo, bluzgnąć sobie lubi, a nieraz to i potrzebuje.


Cytaty z polskich gwiazd, które uwielbiają eksponować swój koszarowy „luz”, mogłyby zapełnić całą gazetę, dość przypomnieć liczne mądrości Dody, którą lansuje ostatnio Jacek Żakowski, wypowiedzi Marii Czubaszek o potrzebie dania pewnej posłance "w ryj" czy nazywanie przez Zbigniewa Hołdysa byłego premiera „ch...”. Ulica rządzi się swoim prawem, nie bulwersują mnie aż tak bardzo lekko wulgarne napisy na transparentach, bo te pojawiają się na całym świecie i są nieodłączną częścią demokracji.


Ale jak przejść do tzw. porządku dziennego nad tym, że piewcami grubego słowa stają się cenieni kiedyś artyści, jak Kazimierz Kutz, czy opozycjoniści, jak Stefan Niesiołowski. Jak nie czerwienić się ze wstydu, gdy co dziesiąty Polak głosuje na partię, której lider po katastrofie 10 kwietnia opowiadał dowcipy o „podmienionym ciele”, „kaczce po smoleńsku”, „krwawej Mary”, a potem przekonywał, że „wszyscy na pokładzie tupolewa byli pijani”. Normalny człowiek po otrzeźwieniu zapadłby się pod ziemię, a potem próbował przeprosić chociaż rodziny ofiar. Cham nie przeprasza nigdy, po tym zresztą najłatwiej go rozpoznać.

 

eMBe/Fakt.pl