Pana mama zginęła w katastrofie smoleńskiej. Jak bez niej sobie radzicie?
- Zajęć mi bynajmniej nie brakuje, z kolei tata jest zaangażowany w lokalną politykę. Jest nam jednak na pewno ciężej, zwłaszcza tacie. Mieszka sam, bez niej, w dużym domu, żyje tą katastrofą dużo bardziej niż ja.
Pan od lat interesuje się lotnictwem. Czy, pana zdaniem, poznamy prawdę o katastrofie smoleńskiej? Co jakiś czas słyszymy nowe przykłady, szczegóły, opinie ekspertów...
- Sposób prowadzenia śledztwa, a zwłaszcza pozostawienia głównego ciężaru śledztwa po stronie rosyjskiej, pozostawia jednak wiele do życzenia. Okoliczności katastrofy pozostaną już zawsze w sferze mniej lub bardziej trafnych domysłów. Obawiam się, że w obecnym stanie rzeczy żadne przedstawione dowody i ustalenia nie zostaną przez wszystkich zaakceptowane. Sceptycznie podchodzę do nadziei uzgodnienia bezspornej wersji wydarzeń, którą zaakceptują wszyscy. Nie udało się pewnych rzeczy zrobić od razu, a teraz nie ma już do tego warunków. Rodzi to całą masę spekulacji, które nie miałyby miejsca, gdyby jednak śledztwo było prowadzone bardziej przejrzyście. Zaznaczam, że nie jestem zwolennikiem teorii, że to był zamach. Niestety, przynależność do grupy wyznającej którąś wersję wydarzeń jest w dużym stopniu kwestią rzeczywiście wiary, a nie bezspornych faktów.
Czy dostrzega pan blokowanie pamięci smoleńskiej, obchodów jej kolejnej rocznicy?
- Z pewnością obchody nie są wygodne dla strony rządzącej. Kiedyś, w czasie apogeum obecności tej tematyki w mediach, na którymś z zebrań rodzin ofiar katastrofy pewna pani powiedziała, że jeszcze będziemy, jako rodziny, przepraszać za tę katastrofę i to były mądre słowa. Media wyeksploatowały ten temat, a dyskusja to również często zarzuty bez pokrycia. Rozumiem, że ludzie mogą czuć się tym zmęczeni. Zmęczenie tematem zaś obraca się często w niechęć do obecnych w nim osób. Obchody rocznicy to też moment na podsumowania i zadawanie pytań. A to, niestety, kwestia nieprzyjemna dla osób odpowiedzialnych za wyjaśnienie katastrofy i ich środowiska politycznego.
Czy brakuje panu upamiętniania tej katastrofy?
- Uważam, że czas na pomniki nadejdzie za 10 lat. Tutaj trzeba czasu, aby temat oczyścił się z bieżącej polityki. Może to naiwne, ale nie chciałbym, aby kwestia upamiętnienia tych ludzi była przedmiotem handlu typu: zrobimy tablicę, ale nasz człowiek bierze wodociągi.
Jednak rodziny są zdeterminowane, aby walczyć o prawdę, pamięć.
- Jest grupa rodzin, która jest bardzo zdeterminowana, ale nie wszystkie idą jej ścieżkami, ja również nie działam specjalnie w tej kwestii. Zależy też, co uznać za prawdę. Ustalenia komisji parlamentarnej nie przekonują mnie. Bardziej wiarygodny jest dla mnie raport komisji Millera. Natomiast ogólna akceptacja raportu MAK na świecie, przy ignorowaniu wersji polskiej, jest dla mnie wymownym wyrazem troski polskich władz o prawdę i pamięć. A tego już wysiłki rodzin nie zmienią.

