57-letnia Dowd to przedstawicielka radykalnego feminizmu "starej daty", autorka książki "Czy mężczyźni są potrzebni?" i stała komentatorka nowojorskiego dziennika. Wyraża głębokie zdziwienie opublikowanymi przez "Times" wynikami badań poziomu zadowolenia w amerykańskim społeczeństwie. Dlaczego? Bo wynika z nich, że kobiety, choć "wyemancypowane" dzięki rewolucji feministycznej, czterdzieści lat od czasów jej jednej z najważniejszych fal - tej z lat 60., są mniej zadowolone z życia niż mężczyźni.
Dla feministki jest to niezwykły "paradoks". - Im więcej kobiety osiągają, tym bardziej zdają się skrzywdzone – pisze Dowd w "New York Times'ie". Swoje deliberacje konkluduje retorycznym pytaniem: - Czyżby rewolucja feministyczna przyniosła więcej korzyści mężczyznom niż kobietom?
Dowd poddaje swojej "wnikliwej" analizie także raport "Time Magazine". Wynika z niego bowiem, że pomimo większych możliwości gospodarczych, nieograniczonych "wyborów reprodukcyjnych" i łatwych rozwodów, mężczyźni w Stanach Zjednoczonych są ogólnie bardziej szczęśliwi niż kobiety.
Widać więc, że rewolucja feministyczna pożarła swe dzieci. Jednak Dowd nie przyjmuje tego do wiadomości. Kobiety - twierdzi - są "doprowadzane do szaleństwa" przez to, że są zarówno matkami i żonami, a równocześnie robią kariery. Cytując kilku innych badaczy, autorka tekstu dochodzi do niebywałego z punktu widzenia logiki wniosku. - Jednym z obszarów krańcowego szaleństwa są dzieci - pisze.
Jakie jeszcze "odkrywcze" wnioski wysnuwa feministka? Jej zdaniem, jeszcze większym zagrożeniem dla kobiecego szczęścia są ich naturalne instynkty, które powodują, że kobiety angażują się emocjonalnie i nawiązują silnie relacje. - Mają tendencje, by przywiązywać się do innych osób, biją się ze sobą, gdy tracą więzi, biorą rzeczy bardziej osobiście w pracy i połykają więcej antydepresantów.
Nie po raz pierwszy potwierdza się więc, że im bardziej fakty przeczą lewicowemu feminizmowi, tym - według jego przedstawicieli - gorzej dla faktów. Nieustraszone ideolożki "wyzwolenia kobiet", takie jak Dowd, chyba już zawsze będą powtarzać, że lekarstwem na wszelkie patologie feminizmu jest jeszcze wiecej feminizmu.
AJ/Nytimes.com
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

