Jeśli proaborcyjnym aktywistkom uda się zebrać milion podpisów, wszystkie kraje, które ratyfikowały traktat lizboński, będą zmuszone dostosować swoje ustawodawstwo w tej kwestii do wyroku Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości w Strasburgu – ostrzega "Nasz Dziennik".

Akcję zbierania podpisów pod inicjatywą rozpoczęła Birgitta Ohlsson, szwedzka eurodeputowana i feministyczna aktywistka, szefowa Ugrupowania Liberalne Kobiety – jednej z frakcji Szwedzkiej Partii Liberalnej. Równocześnie z powołaniem organizacji Ohlsson, ruszyła kampania "Make Noise for Free Choice" ("Zrób hałas dla wolnego wyboru"), dzięki której feministki chcą nadać rozgłos sprawie i zebrać jak najwięcej podpisów.

- Na całym świecie odmawia się kobietom prawa do swobodnej, legalnej i bezpiecznej aborcji. Nawet w Europie zabrania się im rozporządzać swoim własnym ciałem i decydować o rodzeniu dzieci – piszą feministki na stronie akcji.

Aktywistki twierdzą, że ochrona życia poczętego przez ustawowe "niepozwalanie kobietom decydowania o swoim własnym ciele" to "ograniczanie praw człowieka". - Odmawianie kobiecie możliwości wyboru porodu lub przerwania ciąży jest pozbawieniem tych praw – piszą.

Feministki postulują także stworzenie jednego, wspólnego ustawodawstwa w kwestii aborcji, które miałoby obowiązywać wszystkie kraje UE. - W Unii Europejskiej traktuje się dziś aborcję przede wszystkim jako zagadnienie zdrowia społecznego zgodnie z zasadą subsydiarności, co oznacza, że decyzję w tej sprawie podejmuje się na szczeblu kraju członkowskiego. Ale dlaczego to prawo dotyczące ze względu na biologię jedynie kobiet, jest w gestii poszczególnych krajów, jeśli przestrzeganie praw człowieka w ogóle jest warunkiem członkostwa w Unii? - cytuje odezwę Ohlsson do obywateli UE "Nasz Dziennik".

AJ/ND

 

Ważne lektury:

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »