- Jerzy Buzek obiecał nam swój przyjazd i patronat – zapowiada jedna z autorek projektu Magdalena Środa, która kilka dni temu w radiowej "Jedynce" rozmawiając z przeciwniczkami parytetów dała pokaz grubiaństwa i pogardy zamiast merytorycznej dyskusji. Feministki chcą wykorzystać Buzka do przekonywania, że pomysł parytetów doskonale się sprawdza w Europie. - Przewodniczący PE zdecydowanie popiera ideę parytetów - mówi "Dziennikowi Gazecie Prawnej" jego rzeczniczka Inga Rosińska.

Argument "z europejskości" wydaję się być trochę naciągany. - We Francji pomysł parytetów w polityce kompletnie się nie sprawdził. Teraz prezydent Sarkozy próbuje go lansować w biznesie - wskazuje w rozmowie z portalem Fronda.pl Monika Michaliszyn, współinicjatorka protestu przeciwko temu pomysłowi: www.parytety.pl. - Z parytetów w szkolnictwie wyższym wycofała się już również Szwecja - dodaje bałtystka z UW. Na Kongresie Kobiet wyraźnie była mowa, że parytety na listach wyborczych to początek. Feministki ten pomysł chcą później przenieść na biznes, czy instytucje naukowe.

Michaliszyn podkreśla to, co jej zdaniem jest najważniejsze w sprzeciwie wobec parytetów. - Ten pomysł uderza w kobiety - twierdzi. - To mechanizm wciągania na siłę kobiet na listy wyborcze. Kategorią doboru staje się płeć, a kompetencje schodzą na dalszy plan - tłumaczy. Jej zdaniem na polityce afirmatywnej zawsze tracą grupy afirmowane. - Tworzy się przekaz, że kobiety są słabsze i bez lewarka w postaci parytetów nic nie zrobią. A prawda jest taka, że kobiety spełniają w społeczeństwie inne role, niż mężczyźni i stąd też ich mniejsze zaangażowanie w politykę - wyjaśnia.

Jednak sam pomysł wciągnięcia w swoją propagandę przewodniczącego PE to sprytne posunięcie ze strony feministek. - Buzek jest osobą bardzo wpływową – wskazuje socjolog prof. Paweł Śpiewak. Rządząca PO w kwestii zagwarantowania kobietom miejsc na listach wyborczych jest podzielona. - Ustawa o parytetach jest niepotrzebna, a wprowadzenie takich rozwiązań wyrządziłoby więcej złego niż dobrego – powtarzała kilkakrotnie odpowiedzialna w rządzie za zwalczanie dyskryminacji Elżbieta Radziszewska. Nic dziwnego, że ostro krytykowana, chociażby przez Środę.

Dla sprawy kluczowe będzie stanowisko Donalda Tuska. Na razie premier, podobnie jak na inne kontrowersyjne tematy, np. in vitro, nie zabiera głosu. - Na dziś trudno przewidzieć, co zrobi szef. A tak naprawdę dopóki on się nie określi, dyskusje o parytecie nie mają większego sensu - ocenia jeden z wpływowych polityków PO w rozmowie z "DGP".

 

Mariusz Majewski

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »