Taką tezę stawiają autorzy książki "KGB gra w szachy": historyk i dziennikarz Jurij Felsztyński, były agent KGB podpułkownik Władimir Popow (przebywający na emigracji w Kanadzie) i dwaj mistrzowie szachowi Wiktor Korcznoj i Borys Gulko. - To właśnie dzięki patronatowi sowieckich służb specjalnych Samaranch został kilka lat później wybrany na szefa MKOl – przekonuje Popow.
Samaranch zanim zaczął działać w międzynarodowym sporcie, był wysoko postawionym urzędnikiem w rządzonej przez gen. Franco Hiszpanii. Po jego śmierci został dyplomatą, trafił na prestiżowa placówkę do Moskwy jako ambasador. Miał słabość do antyków. Ta pasja miała go zgubić w Moskwie.
Podobno zbierał je także w breżniewowskim Związku Sowieckim, a następnie nielegalnie wysyłał do ojczyzny pocztą dyplomatyczną. KGB miało go na tym przyłapać, jednak zamiast skandalu agenci zaproponowali współpracę. – Nie potrafię sprecyzować, co dokładnie robił Samaranch dla KGB, ale transakcja na pewno była korzystna dla obu stron – mówi "Rz" Felsztyński, który jest autorem książek demaskujących rosyjskie służby specjalne – "Wysadzić Rosję" (wspólnie z Aleksandrem Litwinienką, byłym oficerem KGB i FSB, zamordowanym w Londynie w 2006 roku) i "Korporacja zabójców. Rosja, KGB i prezydent Putin" (wspólnie z Władimirem Pribyłowskim).
– Jesteśmy pewni tych informacji – mówi Felsztyński o oskarżeniach pod adresem Samarancha. – Gotowi jesteśmy bronić ich w sądzie – zapewnia. Rzecznik MKOl wystąpił już z oficjalnym dementi.
MaRo/Rp.pl
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




