Ma pani korzenie kresowe, czy środowiska kultywujące pamięć Kresów są silne i zintegrowane? Lwowianie we Wrocławiu, Wilnianie w Toruniu?
- Nie, nie są ani silne, ani zintegrowane i nie liczą się w gruncie rzeczy jako wyborcy. Siła więzi i tożsamości środowisk kresowych wydaje się nawet słabsza, niż siła nowej społeczności mieszkańców wielkich miast, którzy w tożsamości europejskiej dostrzegają swoisty "nakaz" kultywowania niemieckiej przeszłości Gdańska, Wrocławia, Szczecina, a nawet Torunia. Decyduje więc nie "duch" miejskich społeczności o kresowych korzeniach, lecz infrastruktura miasta. Architektura zabytkowa jest przecież niemiecka. Kresową tożsamość częściej kultywują małe środowiska, niewielkie organizacje, nierzadko z powodów sentymentalnych. Tożsamość kresowa nie została "wpisana" do polskiej tożsamości narodowej w III RP. Więc zatracamy ją w szybkim tempie. Nie żyjemy nią.
To ogniwo narodowe zostało zerwane bezpowrotnie?
- PRL konsekwentnie i bezwzględnie niszczył kresową tożsamość i nic w tym dziwnego, bo ideologicznie była ona dla komunistów pamięcią o „pańskiej Polsce”.W dowodach osobistych Polakom urodzonym w II RP na terenach zabranych przez ZSRR wpisano, że... urodzili się w Związku Radzieckim. Czy może być bardziej upokarzające zaprzeczenie tożsamości Polaka? Trudno dzisiaj udawać, że nie mamy problemu z poczuciem narodowej tożsamości obejmującej z równą miłością i poczuciem więzi w takim samym stopniu chłopów, inteligencję, jak i "kresowiaków". Za kształt narodowej wspólnoty odpowiedzialne są elity, państwo, szkoła, media...A my nie mamy dzisiaj opiniotwórczych elit, które by to rozumiały. A może rozumieją i taką narodową tożsamość świadomie odrzucają? Sienkiewicza w szkole coraz mniej, podobno i "Pana Tadeusza" nie czyta się już w liceum... Wcale niemało moich rodaków wstydzi się polskości, takiej jaką ona była. A Kresy to jej ważna część. W naszej tożsamości w tym miejscu jest pustka, dziura po dorobku kresowiaków, prężnym, silnym i aktywnym narodzie, który miał poczucie własnej wartości i dumy. Tego nie ma obecna Polska.
Ale ta pamięć trwa.
- W Gliwicach wciąż słychać zaśpiew kresowy, ale nie ma to, jak się obawiam, większego wpływu na "ducha" tego miasta. Czy są nazwy ulic, wydarzenia kulturalne, wystawy, muzea, prezentujące tamtą tożsamość? Nie wiem, nie mieszkam w Gliwicach, ale chyba jednak nie.
Podam pani swój przykład. Urodziłem się i mieszkałem przez wiele lat w Zielonej Górze, miejscowości oddalonej od niemieckiej granicy 80 km. Nie mam korzeni kresowych. Nie kultywowano tej pamięci w moim domu. Co straciłem żyjąc bez świadomości realnego braku polskich ziem kresowych?
- Stracił pan, jak wszyscy mieszkańcy tzw. Ziem Zachodnich szansę na przynależność do wspólnoty w pełni zakorzenionej, z jej tradycją, gwarą i poczuciem pewności, że jest się u siebie. Nawet jeśli nie jest pan tego świadomy, jest pan częścią licznej Polski pomigracyjnej, która ma za sobą wielką traumę masowej migracji i wypędzenia. Oddtworzenie poczucia, że jest się "w pełni u siebie" to kwestia 10 pokoleń. Prawie połowa Polski ma zakłócony taki przekaz ciągłości. Do społeczności pomigracyjnych na tzw. Ziemiach Odzyskanych nie trafiają pewne wartości. To niestety ma przełożenie na tożsamość całej naszej wspólnoty narodowej. Oczywiście mieszkańcy wielu regionów są w pełni "u siebie" od pokoleń, ze swoją tradycją i poczuciem pewności. Ale nic dziwnego, że na zachodzie Polski są tak duże wpływy lewicy. W czasach PRL poczucie pewności, że się na tych ziemiach pozostanie - nie było dominujące. Przecież dopiero 20 lat temu zjednoczone Niemcy formalnie i w pełni uznały tą granicę. Myślę, że dla naszej wspólnoty narodowa tożsamość to realny problem. Nie musimy być tylko kontynuatorami cudzej tradycji. Powinniśmy budować i odtwarzać swoją bogatą przeszłość, także kresową, tak jak czynią to w Niemczech np. dawni mieszkańcy Prus Wschodnich.
Niemcy budują swoją dziś tradycję na przesiedleniu z tych ziem.
- Na bólu przesiedlenia. Budują nie tylko lokalne muzea i domy pamięci o miejscach, z których się musieli przesiedlić, czy jak mówią, skąd ich "wypędzono". Budują także tożsamość, wpisując swoje „kresowe” doświadczenia i ból przesiedlenia we współczesną świadomość młodego, przeciętnego Niemca. My nie robimy nic podobnego. O kresowiakach mówimy "repatrianci", a nie "wypędzeni".
Czy świadomość kresowa jest naukowo przebadana? Znamy ją?
- Nie. Ostatnio CBOS zrealizował niewielki sondaż o kresowej pamięci i chwała mu za to. O kresową pamięć dbają tylko małe środowiska i wspaniali ludzie, którzy tworzą małe muzea, dbają o wileńską czy lwowską gwarę, kulturę czy kuchnię. Nasze państwo jest dzisiaj wielkim, tchórzliwym nieobecnym. Są ważne, ale drobne, oddolne inicjatywy jak np. muzeum w Kuklówce Radziejowickiej.
A w sferze gospodarczej, ani Lublin, Olsztyn, Rzeszów, czy Ełk... nie równoważą wciąż jeszcze znaczenia Lwowa czy Wilna z ich ogromnym potencjałem edukacyjnym, naukowym, kulturalnym i gospodarczym oraz utalentowanymi mieszkańcami. Straciliśmy centra, które pomagały rozwijać się wschodnim "peryferiom", ciągnęły je w górę gospodarczo, kulturowo, sportowo etc. Ich utrata wciąż ma wpływ na to, jak rozwija się wschód Polski, zwany czasami Polską B.

