- Wczorajsza debata uczyniła sobotni marsz wydarzeniem jeszcze ważniejszym, niż to się jego potencjalnym uczestnikom wydawało. To, że zgodnie i bez niepotrzebnej rywalizacji maszerować będą środowiska TV Trwam, NSZZ "S" oraz PiS jest symbolicznym wyrazem współpracy wszystkich, dla ktorych ważne są demokracja, wolność i pluralizm mediów, a także prawa obywatelskie oraz pracownicze.
Ten wspólny marsz przypomina znaczenie NSZZ „Solidarność”, czyli związku zawodowego, który jest ważnym segmentem społeczeństwa obywatelskiego i ma obowiązek walczyć o pracownicze i obywatelskie prawa. Tak, jak traktuje się związek zawodowy, tak traktuje się obywateli RP. A ci nie chcą pracować na umowach śmieciowych, odrzucają przymus pracy do 67 roku życia i przypominają o płacy minimalnej. Jeśli obraża się ich reprezentację, nie wpuszcza do Sejmu, nie rozmawia z nią poważnie, a przecież chodzi tu o Solidarność - związek, który przywrócił Polakom niepodległość, wolność i demokrację, to znaczy, że wszystkie te wartości są ponownie zagrożone.
Uczestnikiem marszu będzie też opozycja, konsekwentnie i od lat zwalczana przez rządzący w RP establishment. To na niej spoczywa odpowiedzialność za realizację celów stawianych przez uczestników marszu. Partia polityczna musi znaleźć sposób, by w polskim państwie zapewniona była przestrzeń wolności dla Kościoła w życiu społecznym, miejsce dla TV Trwam na multipleksie a także wprowadzenie w zycie, oczywiście po rzetelnej debacie, postulatów związkowych.
Środowiska domagające się miejsca dla TV Trwam na multipleksie cyfrowym walczą o coś więcej; o wolność mediów, o pluralizm i praworządne państwo oraz o przestrzegające jego reguł instytucje publiczne, jak KRRiT.
Wczorajsza debata o błędach popełnionych przez władze w kwietniu 2010 roku, o osobach odpowiedzialnych za zamianę ciał ofiar katastrofy smoleńskiej uświadomiła mi również jak fundamentalne i niedocenione były słowa Jana Pawła II o wolności i prawdzie, bez której wolność nie istnieje. Wolność nie oznacza prawa do kłamstwa, o czym rządzącym trzeba przypominać w wolnych mediach.
Do prawdy nie dochodzi się procesami sądowymii wytaczanymi naukowcom i publicystom przez Agorę. Wczorajsza debata sejmowa i drugi pogrzeb śp. Anny Walentynowicz pokazują, jak bardzo potrzebujemy wolnych mediów, związku zawodowego i opozycji, zdolnych do codziennej kontroli rządzących. W praktyce, a nie w pustych deklaracjach, choćby po to, by nie mogli bezkarnie kłamać w walce o utrzymanie władzy - podkreśla Fedyszak-Radziejowska.
Not. Jarosław Wróblewski

