Fronda.pl: Czy po opublikowaniu materiałów przez komisję pana Jerzego Millera jesteśmy Pana zdaniem bliżej prawdy o przyczynach katastrofy smoleńskiej?
Dariusz Fedorowicz, brat śp. Aleksandra Fedorowicza, tłumacza Lecha Kaczyńskiego: Myślę, że jesteśmy odrobinkę bliżej. Nasze zapisy zadają bowiem kłam wersji przedstawionej przez MAK. Moim zdaniem to, co pokazała strona rosyjska, jest od pierwszej do ostatniej litery fałszywe. Nie ma czegoś takiego, jak niepełny raport, czy częściowa prawda. Jest prawda, albo fałsz. Nie można być troszeczkę w ciąży. Raport nie może być trochę prawdziwy. Dzięki temu, że mamy dowody, że w podchodzeniu do lądowania są również uchybienia ze strony rosyjskiej, wali się w gruzy całość raportu przedstawionego przez Rosję. Niestety strona polska nie dysponuje żadnymi własnymi ustaleniami. Większość z nich to są dokumenty otrzymane od Rosji. Na podstawie takich materiałów trudno jest się odwoływać od tego raportu.
Ubolewam nad tym, że Polska od samego początku nie była równoprawnym uczestnikiem tego śledztwa, że pełni w nim rolę petenta, że musi zadowalać się materiałami przetrawionymi przez Rosjan. To stawia pod dużym znakiem zapytania możliwości rzetelnego dociekania prawdy. Sądzę jednak, że stworzył się obecnie pewien wyłom w tym raporcie. On był dla mnie zupełnie niewiarygodny i to się teraz potwierdza. Cieszę się, że media mainstreamowe zaczęły się tym interesować, że zaczyna w ich doniesieniach pobrzmiewać trochę inny ton. Być może skłoni to dziennikarzy, by inaczej na te sprawy patrzeć.
Czy Polska powinna śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej zacząć od początku?
Sądzę, że śledztwo w tej sprawie powinno zostać umiędzynarodowione. Powinny się nim zająć niezależne instytucje międzynarodowe. Śledztwem takim należałoby objąć nie tylko samą katastrofę smoleńską, ale również dochodzenie prowadzone przez MAK. Ono bowiem odbyło się z pogwałceniem zasad i światowych standardów. Trudno oczywiście mówić o jakiejś typowości przy okazji "Smoleńska", ponieważ jest to wydarzenie bezprecedensowe. Również narzędzia, którymi się tę tragedię bada, powinny więc być bezprecedensowe. A na razie wygląda na to, że mamy powtórkę z komisji Burdenki.
W polskiej debacie publicznej bardzo szybko przestano poważnie traktować hipotezy mówiące o zamachu czy celowej prowokacji wymierzonej w polską delegację. Czy Pana zdaniem te hipotezy zyskują na znaczeniu po ostatnich publikacjach dot. katastrofy?
Wersja śledczych dotycząca zamachu nie została oficjalnie odrzucona. Takiego założenia nie można bowiem odrzucać, dopóki nie znamy przebiegu katastrofy, dopóki jej przebieg nie układa się w logiczny ciąg zdarzeń, popartych dowodami. I poważne instytucje, jak prokuratura, takiej hipotezy nie odrzucają. Dziwi mnie więc postawa mediów masowych, które w histeryczny sposób atakowały wszelkie głosy mówiące o możliwym zamachu. Słowa takie były natychmiast nazywane teoriami spiskowymi, a osoby je formułujące zyskiwały miano niemalże schizofreników. Wykluczanie wersji zamachu jest natomiast nieuprawnione.
Obecnie okazało się, że załoga wieży w Smoleńsku działa pod presją, była przymuszana do sprowadzenia samolotu za wszelką cenę. Logicznie myślący człowiek nie uwierzy, że obawiano się skandalu międzynarodowego, ponieważ to naiwne tłumaczenie. Skutki polityczne katastrofy lotniczej są przecież dużo bardziej bolesne. Zachowanie zasad bezpieczeństwa jest więc dla gospodarza bardziej pożądane.
Jeśli natomiast były odgórne naciski, żeby ten samolot sprowadzać, a potem zostawiono go na pastwę losu, to musiały tam jakieś poważne interesy grać rolę. Nie wierzę, że chodziło tylko o jakąś niedogodność, czy strach przed opiniami, że Rosjanie robią problemy polskiemu prezydentowi. Przecież, gdyby odesłali Tupolewa na inne lotnisko, skończyłoby się to tylko mniejszym lub większym opóźnieniem obchodów rocznicy zbrodni katyńskiej.
Czym tłumaczyłby Pan sposób podejścia polskich władz do katastrofy smoleńskiej?
Myślę, że przede wszystkim obawą o własną skórę, o to, że zostaną pociągnięci do odpowiedzialności. Bez względu na przyczynę katastrofy smoleńskiej – czy był to zamach, czy zaniedbania – polskie władze mają w tej katastrofie swój udział. Są za nią współodpowiedzialne. Dlatego tak chętnie obarcza się winą pilotów. Próbuje się ogon win przystrzyc jak najkrócej, obarczyć tych, którzy wytłumaczyć się już nie mogą. To jest bardzo haniebne.
Rozmawiał Stanisław Żaryn
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

