Kampania prezydencka w USA wchodzi w końcowy, najostrzejszy etap. Ujawniane są dokumenty, które mogą mieć duży wpływ na osteteczny wynik wyborów, i jest to niedobra wiadomość dla żony byłego prezydenta Clintona, Hillary Clinton. FBI ujawniła właśnie 129 stron materiałów, kompromitujących męża kandydatki, byłego prezydenta USA. Jak się okazuje, Clinton ułaskawił w 2001 roku biznesmena Marca Richa, oskarżonego o malwersacje finansowe.
Marc Rich, oskarżony na początku lat '80 o nadużycia podatkowe to miliarder, twórca firmy Glencore handlującej surowcami naturalnymi, który po zarzutach w sprawie wielu nadużyć uciekł do Szwajcarii. Kraj ten nie ma podpisanej umowy ekstradycyjnej ze Stanami Zjednoczonymi. Oskarżenia, kierowane przeciwko niemu to m. in. wymuszanie haraczy i naruszenie obowiązującego embarga na handel z Iranem.
Śledztwo w sprawie legalności ułaskawienia biznesmena przez ówczesnego prezydenta, Billa Clintona, wszczęła w 2001 roku FBI. Przy okazji wyszła na jaw milionowa dotacja byłej żony tego biznesmena oraz kolejna dotacja, opiewająca również na milion dolarów, dokonana przez jej przyjaciółkę. Obydwie dotacje zasiliły Partię Demokratyczną oraz fundację należącą do Clintonów.
Teraz, na tydzień przed wyborami w USA, sprawa ujrzała światło dzienne i okazała się ,,zaskoczeniem dla komentatorów''. Smaczku tej aferze dodaje fakt, że śledztwo w 2001 roku było prowadzone przez prokuratora Jamesa Come, który jest obecnie szefem FBI.
Sztab kandydatki Hillary Clinton jest zdziwiony, że właśnie teraz, na kilka dni przed decydującym starciem wyborczym dokumenty zostały ujawnione. FBI tłumaczy, że zgodnie z ustawą o swobodzie dostępu do informacji, upublicznienie tych dokumentów jest jak najbardziej zgodne z prawem, bo upłynął już okres ustawowy, w czasie którego były one niejawne. Obywatele USA mają prawo poznać te fakty.
Partia Demokratów od piątku bezpardonowo atakuje szefa FBI, teraz również i za to, że zostało wznowione dochodzenie w sprawie korzystania przez Hillary Clinton z prywatnego serwera do służbowych kontaktów przez e-mail w czasie, gdy piastowała funkcję sekretarza stanu.
W kampanię kandydatki zostali zaangażowani już chyba wszyscy, którzy mogą w sposób strategiczny dopomóc jej w wygraniu batalii o urząd prezydenta USA.
Barack Obama prowadził we wtorek w Ohio kampanię na rzecz Partii Demokratów, podobnie jak wiceprezydent Joe Biden, który udziela się w kampanii w Północnej Karolinie. Aktywni są też senator Bernie Sanders w New Hampshire, mąż kandydatki Bill Clinton na Florydzie, a nawet córka Clintonów -Chelsea, która prowadzi kampanię na rzecz matki w stanie Colorado.
Hillary Clinton zajęła się atakami na szefa FBI oceniając jego zaangażowanie jako ,, mieszanie się w demokratyczny proces wyborczy''. Nie poprzestaje też w uderzeniach w kierunku Donalda Trumpa, piętnując na każdym kroku jego stosunek do kobiet. Nagłaśnianie są lekceważące wypowiedzi kandydata Republikanów, do których dotarł sztab Clinton, skrupulatnie wyszukując rzekome ,,ofiary'' komentarzy i poczynań Trumpa.
Pani Clinton w czasie kampanii na Florydzie stwierdziła, że Trump od lat "poniża, obraża i atakuje kobiety''.
''To nie jest w porządku, jak on traktuje kobiety (..) Trump myśli, że poniżanie kobiet czyni z niego większego mężczyznę. (...) On pokazał nam kim jest, my pokażmy mu we wtorek [w dniu wyborów], kim on jest''
- wzywała Clinton.
Była miss Ameryki Alicia Machado, stojąca murem za Clinton, występuje przeciwko Trumpowi jako jedna z tych kobiet, które obraził - w tym przypadku określeniem "Miss Piggy", rzekomo krytykując jej nadmierną wagę.
Spot wyborczy kandydatki, który ukazał się we wtorek, pokazuje mix najbardziej wulgarnych i seksistowskich wypowiedzi Donalda Trumpa o kobietach. Ujęto w nim m. in. nagranie z 2005 roku, w którym opowiada o całowaniu i obmacywaniu kobiet bez ich zgody.
LDD/źr.IAR/opr.Fronda.pl
