W instytucji zajmującej się dokumentacją wypędzeń Związek Wypędzonych otrzymał trzy miejsca. Jedno z nich ma właśnie zająć posłanka Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej (CDU) do Bundestagu Erika Steinbach. Problem polega na tym, że tak, jak wcześniej nie zgadzał się z tym partner koalicyjny chadeków, Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD), tak po zmianie rządu nie chcą jej w fundacji widzieć także liberałowie z FDP, których szefem jest właśnie Westerwelle.

- Co za szczęście, że Polska – z powodów, które tylko ona musi rozumieć – nie uważa powołania Guido Westerwelle do rządu za obciążenie dla polsko-niemieckich stosunków. W takim wypadku bowiem przewodniczący FDP musiałby pozostawić w tyle swoje osobiste ambicje i dla dobra pojednania ze wschodnim sąsiadem zrezygnować ze spełnienia życiowego marzenia – pisze "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Dziennik odwołuje się przy tym do nieprzejednanego stanowiska szefa dyplomacji wobec chęci zasiadania Eriki Steinbach w radzie fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie".

Konserwatywna gazeta uderza wręcz w tony nacjonalistyczne. - Trzeba zadać sobie pytanie, czy Westerwelle czasami nie zapomina, któremu państwu służy jako minister spraw zagranicznych – pyta FAZ. Gazecie wtórują centroprawicowi politycy. Premier Bawarii Horst Seehofer powiedział, iż "jeśli Związek Wypędzonych nominuje Erikę Steinbach, to CDU powinna poprzeć ją bez żadnego >>ale<<. Sprzeciw liberałów byłby obciążeniem dla koalicji".

Jest to o tyle ciekawe, że w debacie publicznej jedynie niemiecka skrajna lewica widzi zagrożenie w rzeczniczce wypędzonych. Pozostałe siły polityczne zazwyczaj przedstawiają Erikę Steinbach, będącą członkiem zarządu jednej z partii rządzących RFN, jako marginalną polityk.

sks/FAZ

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »