- Powiedziała, że nie sprzeda mi pigułek antykoncepcyjnych, gdyż jest to wbrew jej religii. Myślałam, że żartuje – mówi 38-letnia Janie Deeley, która chciała zaopatrzyć się w jednej z aptek w brytyjskim Sheffield. Farmaceutka poradziła jej, by poszła do innej apteki, lub przyszła później, gdy sprzedawać będzie ktoś inny. Szczególnie zdenerwowało klientkę to, że nie chciała kupić środka w celu antykoncepcyjnych, ale dlatego, że leczy się na endometriozę.
Jej zdaniem aptekarka nie ma prawa odmówić sprzedaży pigułek komukolwiek. Deeley obawia się, że jeśli w przyszłości ktoś nie będzie chciał zaopatrzyć jej córek (14 i 18 lat) w środki antykoncepcyjne, te przestaną się zabezpieczać.
Rzecznik prasowy firmy Lloyd, do której należy apteka, przeprosił już kobietę za to, że nie mogła kupić pigułki, którą zapisał jej lekarz. Dodał także, że nie wie, jaką religię wyznaje farmaceutka. Z kolei przedstawiciele państwowej służby zdrowia z Sheffield zapowiedzieli, że jeśli Deeley złoży do nich oficjalną skargę, to rozpoczną dochodzenie dyscyplinarne w tej sprawie. Brytyjscy podatnicy płacą bowiem grube pieniądze za to, by kobiety mogły otrzymać na receptę środki antykoncepcyjne.
sks/Yorkshire Post
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




