Dziś parlament stanu Massachusetts zajmuje się kwestią przyznania dodatkowych praw homoseksualistom, transseksualistom i innym osobom, które "nie identyfikują się do końca ze swoją płcią". Nowe przepisy mają m.in. zapewnić transseksualistom i homoseksualistom "pełny dostęp do sfery publicznej" poprzez karanie ich krytyków za dyskryminację i tzw. mowę nienawiści. Jednak jeszcze przed uchwaleniem projektu firma Google umieściła na blogu inicjatywy MassResistance, która publikuje fakty nt. lobby LGBT, ostrzeżenie przed użytkowaniem serwisu.
- Paru czytelników tego bloga skontaktowało się z firmą Google, twierdząc, że jego zawartość jest kontrowersyjna. Zazwyczaj firma Google nie sprawdza ani nie zatwierdza zawartości blogów – piszą administratorzy. Po ukazaniu się tego komunikatu można wybrać opcję "Rozumiem i chcę kontynuować" oraz "Nie chcę kontynuować".
Blogerka związana z MassResistance przyznaje, że nie wie, jakie materiały zamieszczane przez zespół na stronie można uznać za kontrowersyjne. Jedyne, które przychodzą jej do głowy, to zdjęcia. - Publikujemy jedynie fakty, "niewygodną prawdę" - twierdzi Amy Contrada. - Te zdjęcia ukazują obrzydliwą prawdę – dodaje na swoim blogu.
Każdy użytkownik serwisu może zgłosić administratorom blog z "niewskazanymi treściami". Przewodniczący MassResistance Brian Camenker twierdzi jednak, iż Google stosuje w tym zakresie podwójne standardy. - Serwis zawiera liczne wściekłe i brutalne strony aktywistów gejowskich, które są wymierzone głównie w ludzi religijnych, ale to my dostaliśmy ostrzeżenie o "kontrowersyjnej zawartości" - żali się działacz.
Firma Google nie po raz pierwszy wyraża swoje zdanie odnośnie spraw społecznych czy politycznych poprzez utrudnianie wyrażania opinii swoim oponentom. W 2008 roku opublikowała oświadczenie, w której nawoływała Kalifornijczyków do głosowania przeciwko poprawce do konstytucji stanu, która wprowadzałaby definicję małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety. Wielokrotnie blokowała także możliwość reklamy na swoich stronach książek lub stron internetowych sprzeciwiających się aborcji, czy homoseksualizmowi. Zezwoliła także rządowi Chińskiej Republiki Ludowej blokowanie "kontrowersyjnych" wyrazów, takich jak "demokracja".
sks/WND.com
Zobacz także:
Ważne lektury:
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »




