Stefan Sękowski: Fair trade to idea, którą popiera wielu ludzi, także związanych z różnymi wspólnotami religijnymi. Jednak Pan zdaje się być sceptyczny.
Prof. Victor Claar*:Gdy mówimy o fair trade jako o idei płacenia więcej pieniędzy producentom, niż oferuje im rynek, to brzmi to bardzo atrakcyjnie. W powszechnym mniemaniu producenci np. w krajach Ameryki Łacińskiej są wyzyskiwani przez pośredników, dostają za swoje uprawy mniej, niż są one rzeczywiście warte. Dzięki temu, że konsumenci płacą więcej za kawę, producenci więcej zarabiają. W ten sposób „wyrównuje” on rzekomą „niesprawiedliwość” wolnego handlu. Napisałem książkę o fair trade na przykładzie produkcji kawy, więc na przykładach tego rynku będę się opierał. Wielu wydaje się, że w ten sposób dbają o biednych. Jednak jest to pomoc na krótką metę. Na dłuższą metę farmerzy, produkujący kawę, tracą.
Jak można tracić na robieniu czegoś, za co dostaje się większe pieniądze?
Kawę uprawia się stosunkowo łatwo. Gdy nastąpił boom na kawę, uprawiać ją zaczęło wielu farmerów. To powoduje, że kawa się słabo zwraca. Rolnicy zachęceni przez fair trade do uprawiania kawy nie produkują w tym czasie niczego innego.
Co w tym złego?
Fair trade to stosunkowo niewielka nisza na rynku kawy. W krajach najbardziej przyjaznych fair trade sprzedaż tej kawy sięga najwyżej kilku procent całości rynku. Bardzo rzadko farmerzy nastawieni są na sprzedaż kawy tylko na rynek fair trade. W rzeczywistości w zależności od producenta na rynek fair trade przeznacza on 10-50 proc. swoich upraw. Reszta idzie na tradycyjny rynek, który miałby być rzekomo niesprawiedliwy. W efekcie zarabiają mniej, niż mogliby, gdyby zaczęli się zajmować czym innym. Co więcej, w latach 90-tych mieliśmy do czynienia to z suszami, to ze zbyt obfitymi ulewami w Ameryce Południowej. Z tego powodu ceny rynkowe na kawę skoczyły w górę. W efekcie cena rynkowa kawy jest często wyższa od gwarancji, jakie otrzymują producenci od firm pośredniczących w sprzedaży kawy fair trade, z czego wielu nie zdaje sobie sprawę. Jednak to, co spowodowało pojawienie się fair trade jest fakt, iż zbyt wielu farmerów uprawia kawę.
Przekwalifikowanie w rolnictwie nie jest łatwe. Czym mieliby zajmować się Kolumbijczycy, Brazylijczycy czy Wietnamczycy, jeśli nie będą uprawiać kawy?
Myślę, że wielu producentów doskonale zdaje sobie sprawę z tego, co mogliby robić, gdyby nie uprawiali kawy. Niektórych można zachęcić do przekwalifikowania np. udzielając im mikrokredytów. Ale fair trade nie jest dobrym rozwiązaniem.

Często fair trade podaje się za przykład „wolnorynkowej” odpowiedzi na ubóstwo. Na ile rynek fair trade jest rzeczywiście wolny?
W większości jest wolny. Sukces fair trade polega na marketingu. To bardzo dobra marka, daje ludziom poczucie, że nie dość, iż kupują coś dobrego, to w dodatku pomagają w ten sposób innym ludziom. Nie zmienia to jednak faktu, że wiele krajów, np. Holandia, w której zrodziła się idea fair trade, dotuje tę kawę. Osób, które chciałyby i które stać na to, by płacić więcej za i tak już drogą kawę, jest za mało, by się to opłacało.
Skoro ubodzy tracą w dłuższej perspektywie, kto jest prawdziwym beneficjentem fair trade?
Tych, którzy zyskują na tej idei, podzieliłbym na trzy grupy. Po pierwsze to ludzie, którzy dzięki kupowaniu produktów fair trade mają dobre samopoczucie. W ich świadomości wydanie większej sumy na kawę przekłada się na polepszenie sytuacji finansowej producentów. Druga grupa to dystrybutorzy. To firmy działające dla zysku. Przykładowo Equal Exchange tworzy wiele miejsc pracy w Bostonie, zarabia na tym, co robi, sporo pieniędzy. Różnica między ceną, jaką płaci klient, a pieniędzmi, które docierają do producenta, jest dość znaczna. Trzecim beneficjentem jest Fairtrade International (FLO), która sprzedaje logo Fairtrade. Za udział w programie trzeba sporo zapłacić. Specjalnych gwarancji cenowych udziela się tylko zorganizowanym spółdzielniom producentów, a nie samym plantatorom. Tak naprawdę nie jest to inicjatywa dla biednych producentów.
W swojej książce przytacza Pan argument bazujący na „Teorii uczuć moralnych” Adama Smitha. Sympatię możemy czuć do osoby, którą znamy, dzięki temu dobry uczynek jest etyczny. Tymczasem w przypadku fair trade prawdopodobnie nigdy nie będziemy wiedzieć, komu pomagamy kupując jego kawę. W ten sposób można byłoby jednak równie dobrze skrytykować pomoc udzielaną anonimowym dla nas ubogim w Afryce czy Azji.
Na świecie żyje ponad 7 mld osób i oczywiście nie możemy znać każdej z osobna. To jednak nie usprawiedliwia nas i potrzebę troski o drugiego człowieka także na drugim końcu świata. Jednak można pomagać lepiej i gorzej. Moja propozycja brzmi: kupuj kawę, jaką chcesz i zaoszczędzone na fair trade pieniądze przeznacz na jakąś organizację pozarządową, która pomaga w rejonach III świata. Społecznicy najlepiej wiedzą, czego potrzeba ubogim i mogą im lepiej pomóc, niż fair trade. Mogą np. starać się pomóc im w przekwalifikowaniu się. Może dzięki tej pomocy ubogi producent kawy wpadnie na pomysł robienia czegoś, czego nie robił do tej pory nikt inny?
Rozmawiał Stefan Sękowski
Dziennikarz „Gościa Niedzielnego”
*prof. Victor Claar – matematyk i ekonomista, wykłada na amerykańskim Henderson State University w stanie Arkansas. Współpracownik Instytutu Actona. W Polsce ukazała się jego książka „Sprawiedliwy” handel? Czy Fair Trade rzeczywiście zwalcza problem ubóstwa?”. Niedawno gościł w Polsce na zaproszenie Polsko-Amerykańskiej Fundacji Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego (PAFERE).

