Przykładów cenzury na Faceboooku nie trzeba długo szukać. Z portalu usunięto kilkanaście kont lansujących spiskową teorię katastrofy smoleńskiej. Przed wyborami zniknęła też strona "Nie dla Prezydentury Bronisława Komorowskiego", a później "Wtopy Bronka". Regularnie usuwana jest strona "Zakaz pedałowania" i inne inicjatywy nacjonalistów z NOP – wylicza „Metro”. Dwa dni po pikiecie przed Sejmem przeciwko projektowi ustawy całkowicie zakazującej aborcji, z portalu usunięto stronę, na której toczyła się burzliwa dyskusja o przerywaniu ciąży. - Nie mogliśmy się nawet odwołać od tej decyzji, bo regulamin Facebooka nie przewiduje takiej procedury – żali się gazecie Agnieszka Grzybek, feministka z Zielonych 2004.

 

Jeśli coś znika z Facebooka, oznacza to protesty użytkowników, którzy najprawdopodobniej zgłosili, że treści obrażały ich uczucia albo naruszały zasady regulaminu. Serwis zastrzega sobie w regulaminie prawo do bezpowrotnego usuwania stron, nie tłumacząc się nikomu dlaczego - tłumaczy Anita Wojtaś-Jakubowska z agencji Ostryga. Jerzy Janek z agencji Arbomedia ujawnia, że usuwanie odbywa się automatycznie przy wykorzystaniu pewnego algorytmu. - Nikt oprócz ścisłej centrali Facebooka go nie zna. To jedna z najbardziej strzeżonych tajemnic handlowych na świecie - mówi.

 

Psycholog społeczny prof. Zbigniew Nęcki jest zdania, że usuwanie stron to syndrom nowoczesnego sposobu stosowania cenzury. - Mała, ale zdeterminowana grupa może zablokować najbardziej gorącą i ważną dyskusje. Przypomina mi to liberum veto – mówi.

 

eMBe/Metro