Papież Franciszek dobrze wie, że ochrona środowiska była dotychczas zdominowana przez radykalne grupy, które z troski o naturę stworzyły atrakcyjną i zyskowną ideologię. Bardzo często łączyła się ona z herezją panteizmu, czyli stawiania natury w miejscu należnym Bogu.

 

Nowa encyklika „Laudato si” jest więc dokumentem ofensywnym, który przywraca właściwe znaczenie dbaniu o stan środowiska naturalnego jako o dzieło Stwórcy. Bóg jest jeden, ziemia i jej zasoby są dane człowiekowi w posiadanie, a on powinien odwdzięczyć się Bogu troską o zasoby ziemi, opierając się na zasadach miłości i sprawiedliwości – przypomina Franciszek.

 

Ekologia jest więc domeną wszystkich katolików, a nie lewackich bojówek i ich ideologów, których poglądy są często nie do pogodzenia z chrześcijaństwem. Dzieje się tak wówczas, gdy dbałość o naturę staje się czymś na kształt idolatrii, której poświęca się wszystko – nawet ludzkie życie. W takim kontekście należy na przykład odczytywać wezwanie do ograniczania światowej populacji poprzez kontrolę urodzin w ramach walki z nadmierną emisją gazów cieplarnianych. Takie wezwanie słyszeliśmy niedawno od jednej z wysokich przedstawicieli ONZ.

 

Encyklika zwraca uwagę na jeszcze jedno ważne zagadnienie. Jak daleko jesteśmy od prawdy, skoro o badaniach naukowych decydują pieniądze możnych tego świata. Bo nie oszukujmy się – zarówno za hipotezą o antropogenicznym efekcie cieplarnianym, jak i za jego przeciwnikami – stoją potężne grupy interesu. Tylko, że jeśli prawda zależy od tych, którzy mają więcej pieniędzy i są lepiej zorganizowani, to nie jest to żaden consensus, lecz zwykła manipulacja.

Uważam, że dzieło ewangelizacyjne, które prowadzi papież jest bardzo dobre. W tej wypowiedzi papieskiej jest dużo pięknych fragmentów, szczególnie tych dotyczących relacji Boga, człowieka i natury. Są też znaczące wypowiedzi potwierdzające tradycyjne nauczanie Kościoła Katolickiego w kwestiach bioetycznych i społecznych np. te broniące życia ludzkiego od poczęcia czy o naturalnych różnicach między płciami.

 

Dlatego zamiast sądzenia i krytykowania Ojca Świętego, zalecam uważne przeczytanie całości encykliki.

 

Tomasz Teluk