Żenującym i smutnym przykładem błędnego rozumienia otwartości Kościoła wobec świata stała się ostatnio postawa ks. Bonieckiego wobec satanisty-celebryty Nergala” - skomentował w ostatnim numerze „Gościa Niedzielnego” o. Dariusz Kowalczyk, odnosząc się w ten sposób do słynnego zdjęcia upamiętniającego spotkanie dwóch Adamów. Do tego niecodziennego mityngu doszło podczas krakowskich targów książki, na których Nergal ofiarował duchownemu swoją książkę, a ten w rewanżu poprosił o autograf. „Fani ks. Bonieckiego zawyrokowali, że oto ich autorytet dał piękny przykład ewangelicznej otwartości wobec człowieka, bo przecież Jezus też spotykał się z grzesznikami” - napisał o. Kowalczyk.

 

Jezuita przypomniał także kilka faktów z życia i twórczości legedarnego lidera Behemotha: „Nie wiem, co ma wspólnego z chrześcijańską życzliwością promowanie osoby i książki kogoś, kto darł Biblię, głosząc, że Kościół, to „najbardziej zbrodnicza sekta, jaka istniała na ziemi”, a ponadto chełpi się grupowym seksem z pijaną fanką”. I dodał: „Jezus nie prosił cudzołożnicy o dedykację, ale przebaczył, mówiąc: „Idź, a od tej chwili już nie grzesz!” (J 8, 11). Nie przybijał sobie piątki z opętanymi, ale ich uzdrawiał. Głoszenie Bożego miłosierdzia nie polega na proszeniu o dedykację satanisty (chociażby tylko kulturowego). Nie wolno mylić otwartości na grzesznika z umizgami podtrzymującymi miłą, salonową atmosferę”.

 

O. Kowalczyk zachęcił, by wyobrazić sobie sytuację, w której „ktoś publicznie wykrzykuje, że Żydzi to najbardziej zbrodnicza sekta, jaka kiedykolwiek istniała, a potem udziela wywiadu rzeki pt. „Spowiedź antysemity”, w której dzieli się swymi refleksjami na temat Żydów”. I zastanawia się, co na temat otwartości a'la ks. Boniecki powiedziene zostałoby o księdzu, który przybił piątkę takiej osobie, wziął od niej książkę i jeszcze poprosił o autograf. - Czy też by twierdzili, że to świetny sposób, aby przez uśmiech dotrzeć do antysemity i nawrócić go z błędnej drogi? - zastanawia się felietonista „GN”.

 

Oczywiście zawsze można mieć nadzieję, że Pan Bóg potrafi pisać prosto po krzywych liniach i jest w stanie sprawić, aby prośba o dedykację skruszyła serce faceta, który wykrzykuje utwory w stylu „Chwała mordercom Wojciecha” (chodzi o biskupa męczennika). Jednak roztropność, do której zachęcał nas Mistrz z Nazaretu, każe przypuszczać, że specyficzna „otwartość” ks. Bonieckiego na satanistę sprawi jedynie to, że więcej małolatów (i nie tylko) dojdzie do wniosku, iż Nergal jest spoko, Boniecki jest spoko, pozdrowienie „Heil satan” jest spoko, a także darcie Biblii może być spoko. Niech nas Bóg broni od tego rodzaju nowej ewangelizacji!” - konstatuje o. Kowalczyk.

 

eMBe/Gość Niedzielny