Bawarska CSU domaga się przeprowadzenia referendum w Niemczech. Na początek proponuje plebiscyt dotyczący członkostwa Turcji. - Chciałbym, aby to niemiecki naród zadecydował, czy rodzina europejska powinna zostać powiększona o Turcję - ogłosił szef CSU Horst Seehofer.

- Czy oznacza to, że naród rozstrzygać będzie o kwotach produkcji mleka? - pytała wczoraj ironicznie szefowa CDU, kanclerz Angela Merkel. Ale Bawarczycy mają już gotowy program zmian konstytucyjnych: „Traktaty europejskie wymagające większości dwóch trzecich w procesie ratyfikacji w obu izbach parlamentu muszą uzyskać dodatkowo akceptację narodu".

Chadecy z Bawarii nie mają także nic przeciw skardze konstytucyjnej posła Petera Gauweilera. Zdaniem posła przewidziane przez traktat lizboński uszczuplenie kompetencji Bundestagu jest sprzeczne z pojęciem demokracji. Poseł liczy, że Trybunał Konstytucyjny uzna traktat za sprzeczny z konstytucją.

- To nowy rodzaj eurosceptycyzmu. Do tej pory CSU krytykowała co najwyżej brukselską biurokrację - ocenia Dominik Hierlemann, ekspert Fundacji Bertelsmanna. Propozycje CSU oznaczają zerwanie z powszechnym w Niemczech konsensusem politycznym obejmującym zarówno pogłębianie integracji europejskiej, jak i dotychczasowe decyzje w sprawie rozszerzenia UE.

Eurosceptycyzm idei czy pragmatyzmu? Być może coś budzi się u naszych sąsiadów za Odrą, być może duch wolności i możliwość głoszenia poglądów innych niż większościowe stanie się także udziałem Niemiec. Być może jednak chodzi jedynie o przyciągnięcie obywateli do urn w czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego.

 

JaLu/Rz

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »