W Niemczech frekwencja wyborcza wyniosła 43,3 proc. Zdaniem dziennika "Süddeutsche Zeitung", jest to dowód na to, że "Europa nie jest jeszcze Europą obywateli. To Europa elit. Elita jest 'europejska'. Przeciętny Europejczyk natomiast nie". Dlatego liderzy SPD prześcigają się w pomysłach, co zrobić, by to zmienić.

Członek Socjaldemokratycznej Partii Niemiec (SPD) Joern Thiessen chciałby wprowadzić obowiązek udziału w wyborach. Tych, którzy celowo unikali by spełnienia obowiązku, karano by finansowo. - My, politycy, musimy brać udział w głosowaniach w parlamencie. Można by tego wymagać także od wyborców. Kto nie pójdzie głosować, powinien zapłacić 50 euro kary. Demokracja bez demokratów nie funkcjonuje - powiedział w jednym z wywiadów niemiecki polityk. Nie wyjaśnił natomiast jak dowodzono by takiemu obywatelowi, że uniknął głosowania „celowo”.

Bardziej umiarkowany pomysł zgłosił inny polityk SPD, Dieter Wiefelspuetz. Chciałby on dać wyborcom możliwość głosowania przez internet. - Gdyby udało się zapewnić bezpieczeństwo takiego głosowania, to należałoby nad tym w Niemczech bardzo poważnie się zastanowić - stwierdził Wiefelspuetz. W marcu 2007 roku, jako pierwsi na świecie e-voting zastosowali Estończycy. Z możliwości zagłosowania przez internet w wyborach parlamentarnych skorzystało wówczas 3 proc. uprawnionych do głosowania (36 600 osób).

 

JaLu/ND/Polityka

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »