Czołowy opozycjonista białoruski, Aleksander Milinkiewicz, w ubiegłym tygodniu prosił przewodniczącego parlamentu europejskiego Jerzego Buzka oraz przedstawicieli różnych grup politycznych, aby w nowo tworzonym forum parlamentarnym UE i państw Partnerstwa Wschodniego (Euronest) znalazło się miejsce nie tylko dla deputowanych niedemokratycznego parlamentu narodowego w Mińsku, ale również dla opozycjonistów.
W tej sprawie przygotowywano specjalną rezolucję zawierającą zapis o szczególnym potraktowaniu Białorusi w Euroneście. Czy Milinkiewicz został wysłuchany? – Miał prawo wierzyć, że odpowiednia rezolucja zostanie przegłosowania w tym tygodniu. Jestem zdumiony, że ostatecznie nie znalazła się ona w agendzie sesji plenarnej – mówi "Rz" Jacek Protasiewicz, eurodeputowany PO, szef delegacji UE – Białoruś w PE. Oficjalnie tłumaczy się to tym, że agenda jest przeładowana. Nieoficjalnie wiadomo, że część eurodeputowanych w PE nie chce denerwować prezydenta Łukaszenki.
Białoruskie władze starają się także blokować opozycji dostęp do kontaktów w ramach Rady Europy. Białoruś jest jedynym krajem na kontynencie europejskim nie będącym członkiem tej organizacji. W czerwcu zdecydowano o przyznaniu przedstawicielom Białorusi statusu "specjalnych gości", co jest pierwszym etapem do pełnego członkostwa w RE. Ostatecznie jednak sprawa członkostwa Białorusi w RE jest zablokowana, gdyż kraj ten musi wprowadzić moratorium na wykonywanie kary śmierci.
JaLu/Rp.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

