Oczywiście można to potraktować, jako nieporozumienie lub przejaw hurraoptymizmu. Warto jednak zwrócić uwagę, że polsko-ukraińskiemu turniejowi towarzyszy wiele wydarzeń, które są miodem na serce katolików. I chociaż sam, obserwując rozmaite gesty voodoo i inne dziwactwa ulubieńców tłumów, dostrzegałem pewne zagrożenia związane z rozgrywkami, teraz widzę w Mistrzostwach Europy niezwykłą szansę na zaszczepenie miłości nie tylko do piłki nożnej, ale również odważnego wyznawania wiary.

 

Gdy biało-czerwoni byli w grze, dużo mówiło się o katolickich deklaracjach gwiazd naszej kadry: Jakuba Błaszczykowskiego i Roberta Lewandowskiego, którzy wzięli udział w akcji "Nie wstydzę się Jezusa". Piłkarze Borussi Dortmund pokusili się o kilka słów na temat swojej wiary, a nie tylko powtórzenia hasła akcji "na odczepnego". Przebił ich jednak Przemysław Tytoń, który tuż przed obroną rzutu karnego, na oczach kilkudziesięciu tysięcy zaskoczonych kibiców, klęknął i odmówił krótką modlitwę. Jak się okazało, nie był to pusty gest, a bohater meczu z Grecją podkreślał, że jest wdzięczny Bogu za pomoc.

 

Złośliwcy już zaczęli śmiać się z biednych "katoli", którym nawet "Bozia" nie pomogła wyjść z grupy. Nie był to jednak ostatni religijny akcent na Euro. Tym razem, do swojej wiary przyznali się inni przedstawiciele piłkarskiego świata... i to z najwyższej półki! Trener reprezentacji Włoch Cesare Prandelli obiecał krakowskim kamedułom, że jeśli jego drużyna wydostaniez grupy, to przyjdzie pieszo do klasztoru, aby podziękować Bogu. Obietnicy dotrzymał. Gdy gwiazdy włoskiej piłki smacznie spały po trudnym meczu, Prandelli ze swoją kompanią, zaopatrzoną w różańce, wyruszył pieszo z Wieliczki na Bielany. 30 facetów ubranych w garnitury przeszło 21 km w środku nocy, aby... podziękować Bogu za zwycięstwo!

 

Włosi wygrali również mecz ćwierćfinałowy, a także półfinał z faworytami turnieju - Niemcami. A co zrobił Prandelli? Zamiast odespać trudy spotkania, zabrał swoich podopiecznych na pielgrzymkę do Sanktuarium Najświętszej Rodziny w Bieżanowie. Postawa Włochów zrobiła wrażenie na działaczach ulubionego klubu Jana Pawła II - Cracovii, którzy wręczyli liderowi "Azurrich" - Andrei Pirlo obraz Jezusa Miłosiernego. Piłkarz nie krył swojego wzruszenia, a jego fotografia ze znanym wizerunkim i obrazkiem, przedstawiającym postać Ojca Świętego, zaczyna robić furorę.

 

Czy dzieciaki, które na podwórkowych boiskach, toczą batalię o to, kto ma być Pirlo, Tytoniem czy "Lewym" wezmą przykład ze swoich piłkarskich idoli i pójdą z uśmiechem na twarzy do kościoła? To możliwe, ale przy odpowiednim wsparciu ze strony duchownych. Warto wykorzystać entuzjazm wokół Euro dla Ewangelizacji. Ale czy księża zwracają na to uwagę? Przyznam, że do tej pory ze strony duchownych słyszałem tylko krytykę turnieju, bo "ludzie zamiast chodzić do kościoła, chodzą na mecze", a "zamiast wesprześ parafię, wolą wydać na bilety i piwo"...

 

Mam nadzieję, że Czytelnicy Portalu Poświęconego znają jakieś pozytywne przykłady...

 

Aleksander Majewski