Afera wybuchła, gdy okazało się, że 52-letni Kevin Clash odgrywający Elmo utrzymywał stosunki seksualne z z 23-letnim dziś mężczyzną. Ten poskarżył się jednak, że Clash uprawiał z nim seks, gdy był jeszcze nieletni. Clash jednoznacznie zaprzecza. „Jestem gejem. Nigdy tego się nie wstydziłem, ani tego nie ukrywałem – mówi. Aktor potwierdza, że był w związku z dzisiejszym 23-latkiem, ale był to związek "dwóch dorosłych ludzi".


Zeznania Clasha potwierdza producent "Ulicy Sezamkowej". Mimo to aktor dostał wolne od pracy, by "bronić swej reputacji". Jednocześnie producent show udzielił nagany Clashowi za używanie służbowej poczty elektronicznej do prywatnych kontaktów. Elmo pojawił się w "Ulicy Sezamkowej" w 1979 roku. Clash jest trzecim jego wykonawcą.


Cała sprawa jest o tyle ciekawa, że nie dotyczy otwartego homoseksualisty. Dziwnym trafem nie widać w amerykańskich mediach powszechnego potępienia aktora, który został oskarżony o pedofilie. Można zastanawiać się co by się stało, gdyby Clash miał dziś na sobie koloratkę i prowadził show w prawicowej telewizji. Czy również wtedy producenci by go bronili? Nie rozstrzygam czy Clash rzeczywiście dopuścił się seksu z nieletnim, i nie zamierzam wrzucać go do worka z napisem „pedofil” tylko dlatego, że jest on gejem. Bardzo możliwe, że oskarżenia jego kochanka są jakimś rodzajem zemsty. Warto jednak zwrócić uwagę na reakcje mediów na seks skandal z Elmo, i przyrównać go do najmniejszych przewinień oskarżonych o pedofilię księży. Może wówczas zrozumiemy jak działa współczesna „demokracja”, i do czego doprowadziła presja środowisk gejowskich na opinię publiczną. Jestem przekonany, że każdy dziennikarz kilka razy zastanawia się czy nagłaśniać przykład możliwej pedofilii gejowskich celebrytów, by nie dostać łatki „homofob. To nie brzmi modnie. W przeciwieństwo do „katofoba”, co umożliwia dziś karierę w mediach...


Łukasz Adamski