- Każda kolejna decyzja oznacza coraz dalsze odsunięcie w czasie obniżenia wieku szkolnego. Wczorajszej decyzji o odroczeniu reformy do 2014 r. nie traktujemy jako finału sprawy. Spodziewamy się wkrótce całkowitego wycofania z reformy, którą kwestionują nawet jej autorzy.

 

Takie są też oczekiwania społeczne. Reforma nie powinna wejść w życie, bo jest fatalnie przygotowana, nie ma na nią pieniędzy, a szkoły są w dramatycznym stanie. Nawet bogata Warszawa nie jest wstanie wdrożyć tak elementarnych standardów jak mydło w szkolnej łazience i oszczędza na dzieciach na każdym kroku. Co dopiero mówić o biednych gminach gdzie szkoły nie maja ani stołówek ani szatni a zimą dzieci siedzą w klasach w butach i kurtkach. Rząd w te standardy z trzeciego świata uroił sobie posłać młodszych uczniów pod hasłem cywilizacyjnej zmiany. To nie ma prawa się udać. Projekt społeczny ustawy, który złożyliśmy w sejmie, poparło podpisami prawie 350 tys. rodziców. Zakłada powrót do obowiązku szkolnego siedmiolatków. Badania opinii publicznej wskazują, że właśnie takie rozwiązanie jest najbardziej oczekiwane społecznie.

 

Nasza akcja skupia się na wskazaniu niebezpieczeństw reformy, nie czujemy się powołani do przekonywania rodziców do posyłania czy nie posyłania sześciolatków do szkoły. Jeśli rodzice rozważają czy posłać sześciolatka do szkoły to przede wszystkim powinni zrobić diagnozę gotowości szkolnej w poradni pedagogiczno-psychologicznej. Taka diagnoza była przed reformą obowiązkowa. Wciąż można i warto ja wykonać. Musimy pamiętać, że falstart szkolny jest dla dziecka bardzo trudny i rzutuje na całą dalszą edukację, dlatego decyzji nie wolno dokonywać pochopnie.


Warto przyjrzeć się nowej podstawie programowej, wprowadzonej razem z reformą. Jest mocno przeładowana, bo zakłada poznanie w rok tego na co dzieci miały dotąd dwa lata. Eksperci ostrzegają, że zawiera wymagania niedostosowane do możliwości rozwojowych wielu młodszych dzieci i zmusza je np. do nauki kaligrafii, choć wiele dzieci nie ma jeszcze dostatecznie skostniałego nadgarstka. Są też kwestie opieki, która zwykle wygląda w szkole dużo gorzej niż w przedszkolu. Dzieci zamiast troskiwej opieki dwóch nauczycieli, trzech posiłków, zabawy i spaceru, mają jedną panią, która nie jest wstanie pomóc im w trudnych sytuacjach i świetlicę z tłumem dzieci i wiecznie grającym telewizorem.


Do naszego Stowarzyszenia zgłasza się po pomoc wielu rodziców, którzy żałują, że posłali swoje 6-letnie dzieci do szkoły, a cofnięcie tej decyzji jest bardzo trudne - dodaje Elbanowski.


Not. Jarosław Wróblewski