Czy badania oparte na Teście Umiejętności na Starcie Szkolnym przeprowadzane przez IBE, wedle których sześciolatki sobie radzą z nauka w pierwszej klasie wpływają na Pana opinię o reformie?

Instytut Badań Edukacyjnych jest instytucją podległą ministerstwu edukacji, a kieruje nim Michał Federowicz, który był jednym z członków gabinetu politycznego minister Hall, od początku reformy odpowiedzialnym za propagandową oprawę reformy obniżenia wieku szkolnego.

Mieliśmy już informacje, że ministerstwo niezbyt uczciwie traktowało różne wyniki badań. Czy możemy mieć tu powtórkę z tamtych sytuacji?

Tak, po pierwsze jest to zależność od ministerstwa edukacji.  Po drugie temu głośno było o manipulacjach jakich dopuszczał się IBE w publikacji badań. Ocenzurowano tę ich część, która mówiła o niepokojąco dużej skali zniechęcenia do nauki wśród sześciolatków w 1 klasach. Ujawniła to dopiero „Rzeczpospolita”.
Podobna historia jest z badaniem TUNSS, którego wyniki ogłosił MEN i o które pytał Pan na początku. Towarzyszył im od początku skandal. Do naszej Fundacji zgłaszali się rodzice dzieci niepełnosprawnych, które mają orzeczenie o wczesnym wspomaganiu rozwoju. Te dzieci wykluczono z badania, a przecież one również chodzą do szkoły. Badania przeprowadzono na wybranej, można powiedzieć wyselekcjonowanej, grupie dzieci. Ich wyników nie można traktować poważnie.
Czy wyniki edukacyjne można mierzyć tylko według danych danych o osiągnięciach dzieci w zakresie czytania, pisania i matematyki jak robi to IBE  w badaniu TUNSS?

Na sukces szkolny lub porażkę szkolną składa się wiele czynników. Dziecko to nie tylko intelekt ale i emocje. Nasza Fundacja odbiera wiele sygnałów od rodziców dzieci, które ponoszą falstart szkolny. Tryb nauki w polskiej szkole, rygor dzwonkowo-ławkowy, prace domowe, też nie uwzględniają prawideł rozwojowych dzieci w tym wieku. Wymagania podstawy programowej, krytykowanej przez ekspertów niezależnych od MEN, przerastają możliwości fizjologiczne wielu sześciolatków, również w zakresie nauki pisania: kaligrafii czy zapisywania dźwięków, których dzieci mogą jeszcze nie rozróżniać słuchem. Oczywiście część dzieci sobie radzi, ale część nie ma żadnych szans, bo jeszcze nie osiągnęła gotowości szkolnej.

Czy w krajach gdzie edukacja szkolna zaczyna się przed siódmym rokiem życia te pierwsze lata nie mają charakteru, który określilibyśmy jako przedszkolny?

Tak jest choćby w Niemczech i Danii,. Z kolei Wielka Brytania jest przykładem kraju, w którym rygor szkolny obowiązuje już od piątego roku życia. Dzieci ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi jest tam aż 20 proc., czyli problem dotyka co piątego dziecka i wielokrotnie przewyższa tego typu statystyki w innych krajach. W Wielkiej Brytania trwa właśnie debata na ten temat. Wielu ekspertów postuluje przekształcenie edukacji w kierunku modelu fińskiego, a więc takiego w którym rozpoczyna się szkołę w wieku 7 lat.  Jest to ewidentna porażka systemu. Jako jedną z przyczyn podaje się ten zbyt szybki start szkolny.

Co by Pan proponował rodzicom z rocznika 2008, szczególnie z drugiego półrocza. Wedle ustawy rządowej w przyszłym roku mogą dziecko posłać do pierwszej klasy, albo jeszcze raz posłać je do zerówki, w której są już teraz. Co byłoby lepsze?

Dzieci w wieku sześciu lat powinny się uczyć poprzez zabawę i takie warunki stwarza im edukacja przedszkolna. Natomiast posyłając dziecko sześcioletnie do pierwszej klasy rodzice podejmują bardzo duże ryzyko. Z pewnością powinni pójść z dzieckiem do poradni psychologiczno-pedagogicznej i przeprowadzić badanie gotowości szkolnej. Co prawda minister Hall zniosła obowiązek takich badań u sześciolatków, ale wysyłanie dziecka do szkoły tak wcześnie, bez fachowej diagnozy, to granie w rosyjską ruletkę. Warto patrzeć indywidualnie na potrzeby i możliwości dziecka. Nie warto dostosowywać się do przepisów o obowiązku szkolnym, które rząd zmienia właśnie trzeci raz w ciągu czterech lat. Dziecko, które nie ma gotowości szkolnej można i warto odroczyć.

Rozmawiał Tomasz Rowiński