Czy w tym roku znowu powtórzy się problem z miejscami w przedszkolach, czy coś zmieni się na lepsze? 

 

Problem będzie, bo państwo w ciągu ostatnich 20 lat pozbyło się wielu tysięcy przedszkoli oddając je samorządom, a te masowo je likwidowały. W efekcie, wiele gmin nie ma dziś nawet jednego publicznego przedszkola. Ekipa minister Katarzyny Hall próbowała skokowo podnieść statystyki dostępności do edukacji przedszkolnej, ale bez ponoszenia kosztów. Dlatego wprowadzono w 2011 r. obowiązek edukacji przedszkolnej 5-latków. W tym momencie pojawił się nowy problem, bo przedszkoli nie przybyło. W przedszkolach, gdzie i tak brakowało wolnych miejsc, wiele zostało zajętych przez dzieci 5-letnie. I tak te 5-6-latki, które mogłyby być w domu z mamą, ciocią czy babcią, mają obowiązek chodzić do przedszkola, a dzieci młodsze, których rodzice chcą lub muszą zapisać dziecko do przedszkola, nie mają miejsc. Zdarza się też inaczej, np. w miastach jak Warszawa czy Wrocław przedszkola przestały już rekrutować 5-latki i dzieci, które wymagają edukacji w warunkach przedszkolnych są przenoszone do szkół. To niekorzystna dla dziecka ale tańsza dla gminy forma wywiązania się z obowiązku zapewnienia edukacji.



Gdy czyta to młody człowiek, który myśli o rodzinie, to widzi, że małe dziecko jest systemowym problemem dla państwa i jednak ciężarem. To jest efekt polityki antyrodzinnej, a nie prorodzinnej naszych władz?


Dziecko jest postrzegane przez naszych polityków jako problem i generalnie rodzina z dzieckiem też jest postrzegana jak problem – co premier Tusk powiedział kiedyś wprost na posiedzeniu rządu.



Polska nie ma pomysłu na dzieci?



Można tak powiedzieć. Dziecko jest w naszym kraju obywatelem drugiej kategorii. Nie ma dochodów, ale płaci podatki. Rodzice płacą za nie podatek od każdego soczku, pieluchy czy wózka. W Polsce na produkty dziecięce obowiązuje 23 proc. VAT, podczas gdy w Wielkiej Brytanii – 0 proc. Rodzina z kilkorgiem dzieci nie może rozliczyć podatku wspólnie z nimi, jest traktowana tak jak małżeństwo bez dzieci. Dziecko, choć nie jest w stanie samo siebie nakarmić i zadbać, nie ma w Polsce takich przywilejów jak inne grupy. Nasze państwo wspiera regularnym zasiłkiem na przykład emerytów, również takich którzy mają 34 lata i są w pełni sił, ale nie zapewnia analogicznego zabezpieczenia małym, bezbronnym dzieciom. Konstytucyjna ochrona rodziny, macierzyństwa i rodzicielstwa jest niestety fikcją. W przypadku kłopotów materialnych państwo prędzej odbierze dzieci niż wyciągnie do rodziny pomocną dłoń. Dlatego młode polskie rodziny nie tylko rodzą coraz mniej dzieci, ale masowo uciekają zagranicę. Historycy będą się kiedyś zastanawiali jaki kataklizm spowodował w Polsce wielomilionową emigrację, skoro nie było ani wojny ani zaborów.

 

Dziennik Gazeta Prawna: Połowa trzylatków bez szans na przedszkole


Rozmawiał Jaroslaw Wróblewski