Fronda.pl: Zebraliście już ponad 112 tys. podpisów przeciwko posyłaniu sześciolatków do szkół.
Karolina i Tomasz Elbanowscy: Sami jesteśmy zaskoczeni skalą tego ruchu. Ludzie organizują się oddolnie, jest ponad 200 miejsc w całej Polsce, gdzie można złożyć podpis. A oprócz tego rodzice zbierają sami, wśród znajomych, na podwórku, ale też np. w supermarketach. Skala zaangażowania ludzi w tej akcji jest dla nas samych po prostu zaskakująca.
Do 4 lipca (kiedy dostarczycie je do Sejmu) pewnie jeszcze ich przybędzie. Jest szansa, żeby przeforsować projekt nowelizacji ustawy?
Szanse widzimy cały czas, w innym przypadku nie podjęlibyśmy tych działań. Reforma ma właściwie tylko wady, już wyrządziła i cały czas wyrządza masę szkód. Jednocześnie jest tak duży opór społeczny, że liczymy, iż reforma zostanie całkowicie odrzucona. Choć wiemy, że politycznie nie będzie to sprawa łatwa.
Rzecznik MEN mówi dziś w „GW”, że wycofanie się z reformy byłoby krokiem w tył. Zapewnia, że szkoły i samorządy dużo zainwestowały w wyposażenie, wyszkoliły nauczycieli.
Chcielibyśmy, żeby tak było, ale to niestety jest nieprawda. Samorządy nie mają pieniędzy. Są takie, które ponad połowę swojego budżetu przeznaczają na oświatę i więcej zwyczajnie nie są już w stanie. Rząd, który zaczął tę reformę, nie przeznaczył na jej wprowadzenie wystarczających środków. W skali całego kraju to były śmieszne pieniądze, w dodatku zredukowane o 90% już w pierwszym roku reformy. Niektóre szkoły otrzymały dofinansowanie do placów zabaw, na które nie ma kto z dziećmi wychodzić, bo szkoły oszczędzają na kadrze. Wiele placów zabaw przez większość roku po prostu niszczeje, a dzieci siedzą całymi dniami na świetlicy. Bo kto pomoże 30 maluszkom zawiązać buty, zasunąć suwaki? To są naprawdę małe dzieci.
Rzeczywistość szkolna to permanentne niedofinansowane. Z raportów instytucji państwowych wynika, że w dużej części szkół brakuje elementarnych rzeczy, jak ciepła woda czy mydło. W XXI wieku to jest po prostu wstyd. Posyłać tam jeszcze młodsze dzieci? To jakieś nieporozumienie. My rodzice po prostu musimy się temu przeciwstawić.
W takim układzie skąd się bierze ten upór w przekonywaniu społeczeństwa, że obniżenie wieku szkolnego jest świetnym pomysłem, a szkoły są na to doskonale przygotowane?
Ministerstwo o tym przekonuje, bo przecież nie może wystąpić przeciw własnemu projektowi. Ale przecież każdy widzi, jak wyglądają szkoły w jego miejscowości. W wielu gminach liczba szkół zmniejsza się, czasem nawet o połowę, bo w ramach oszczędzania zamyka się mniejsze placówki. Nie da się zaczarować rzeczywistości pustymi hasłami. To może działać na poziomie przekazu medialnego, ale rodzice dobrze wiedzą jak wygląda rzeczywistość.
Posłanka Agnieszka Kozłowska-Rajewicz (PO) z komisji edukacji mówi, że wycofanie się z reformy nie wchodzi w grę. Urzędnicy zdają sobie sprawę, że ta reforma to bubel, a mimo to zawzięcie w nią brną...
Docierają do nas sygnały, że w ministerstwie jest taka świadomość, że tej reformy nie udało się przygotować i coś z nią trzeba zrobić. Myślę, że sama rzeczywistość może wpłynąć na jej zmianę. Nie da się wepchnąć dodatkowego rocznika dzieci do szkół w momencie, kiedy ta sama reforma spowodowała, że zamknięto setki szkół w całej Polsce. Struktura nie podoła reformie. A ludzie którzy mają wziąć to na siebie: nauczyciele, wychowawcy także nie dadzą rady. Są szkoły w których dzieciaki będą musiały chodzić do szkół na trzy zmiany! Lekcje dla 6latków o godzinie 17 to już nie jest edukacja tylko męczenie dzieci. Myślę, że ministerstwo będzie musiało pójść na jakieś ustępstwa.
Podobno Platforma już rozważa przedłużenie okresu przejściowego dla sześciolatków o kilka lat. To może być jakieś remedium?
Na pewno nie w pełni satysfakcjonujące. W naszym projekcie ważna jest też subwencja na przedszkola. Wiemy, że to są trudne sprawy, ale jeśli kształcenie w przedszkolach ma się odbywać na wysokim poziomie, to trzeba w nie zainwestować. Takich placówek bardzo w Polsce brakuje. W latach 90 pozamykano tysiące przedszkoli.
Dziś wysłanie 6latków do szkół to ma być właśnie sposób na zwiększenie liczby miejsc w przedszkolach. Jednocześnie nałożono obowiązek edukacji na 5latki. Przy braku miejsc w przedszkolach, te dzieci trafiają do szkół. Ta reforma w obecnej sytuacji to jest naprawdę wielowymiarowa porażka.
Dziś w TVN24 wystąpiła popularna niania, Dorota Zawadzka, która twierdzi, że szkoły to nie są obozy karne, dzieci bardzo chcą do nich pójść jak najszybciej, a straszenie jest najczęściej emanacją obaw samych rodziców, a nie maluchów. Elbanowscy emanują strachami?
Dorota Zawadzka od początku reformy współpracowała z wydawnictwem, które miało zarobić na obniżeniu wieku szkolnego, więc nie może się w tej sprawie wypowiadać obiektywnie.
Różnica jest taka jak w przypadku margaryny: superniania zarabia na reklamach bezwartościowego tłuszczu z konserwantami, a my rodzice nie żałujemy dzieciom pieniędzy na masło. Słyszałem dziś w telewizji jak Dorota Zawadzka stawiała zbiorową diagnozę psychologiczną, że obawa przed wysłaniem dzieci do szkoły wynika z niskiej samooceny rodziców. My mówimy: nasz sprzeciw wynika z wysokiej oceny edukacji przedszkolnej. Zerówki w przedszkolach to wspaniałe miejsce edukacji dla dzieci. Np. nasza najstarsza córka nauczyła się płynnie czytać w przedszkolu. Teraz zmiany programowe i obniżenie wieku szkolnego ma dzieciom odebrać wspaniałą szansę na edukację dostosowaną do ich poziomu. A my chcemy by przedszkola były powszechnie dostępne a nie żeby dzieci szły przedwcześnie do szkoły tylko po to by ratować ZUS i szybciej płacić podatki.
Rozmawiała Marta Brzezińska

