Toczy się dyskusja o tym, czy podstawa programowa do historii nie niszczy edukacji historycznej w Polsce. W Krakowie trwa głodówka w obronie historii. Pan jest ekspertem, który przygotowywał podstawę programową dla tego przedmiotu pod rządami PO. Czy historia została w tej reformie dobrze przygotowana?

- Tak. Jest to konieczna zmiana i każdy polski rząd musiałby się z tą zmianą zmierzyć, tak jak i z reformą nauczania ogólnokształcącego w szkołach ponadgimnazjalnych - w tym w liceach. Rząd Jarosława Kaczyńskiego przymierzał się do zmiany podstawy programowej i rozpoczął już w tym kierunku pewne prace. Rząd Tuska to kontynuował. W oświacie nie ma sytuacji danej raz na zawsze. Zajmuję się od 15 lat maturą w Polsce i były w tym czasie – jak panu wiadomo - liczne próby modyfikacji egzaminu maturalnego – podobnie rzecz ma się z podstawą programową. Ważne, aby nauczać przedmiotów ogólnokształcących w sposób właściwy i skuteczny. Jeśli chodzi o historię - to uczniowie, którzy przyjdą do liceów we wrześniu 2012 r. będą już po 6-letnim kursie historii, w tym 3-letnim zreformowanym kursie w gimnazjum. Oni wszyscy – już za miesiąc, w kwietniu - przystąpią do egzaminu gimnazjalnego z historii i wiedzy o społeczeństwie. To ma kolosalne znaczenie dla ich edukacji historycznej i w ogóle dla edukacji historycznej w Polsce. Dlatego, że jest to pierwszy powszechny w naszym Kraju egzamin z historii, którego ani ja, ani Pan nie mieliśmy możliwości zdawać. Wszyscy gimnazjaliści będą gruntownie sprawdzeni z zakresu wiedzy historycznej, obejmującej okres do 1918 r. W nadchodzącym roku szkolnym w liceach, w technikach, w szkołach zawodowych uczniowie poznają historię współczesną – po 1918 r. To jest ważna zmiana, którą postulowało wiele poważnych środowisk w Polsce, w tym Rada IPN, by skutecznie uczyć historii Polski XX w. W klasach drugiej i trzeciej uczniowie liceum, którzy wybiorą historię rozszerzoną, będą mieli więcej godzin niż obecnie na realizację tego kursu, a pozostali będą uczęszczali na lekcje przedmiotu Historia i społeczeństwo. To jest przemyślana koncepcja edukacyjna. Błędem jest mówienie, że historia kończy się na klasie pierwszej szkoły ponadgimnazjalnej, bo historia jest nadal. Przez dwa lata, po 2 godziny w tygodniu. Lekcje tego przedmiotu będą jedynie inaczej niż dotychczas zorganizowane.

Młody człowiek w szkole ponadgimnazjalnej musi zadeklarować, jaką specjalizację wybiera, w którą stronę chce się rozwijać. Taki wybór w tym wieku, w klasie pierwszej, może nie być do końca trafny. Czy więc w ten sposób nie pozbawia się uczniów w ich edukacji ważnych przedmiotów, np. historii rozszerzonej?

- W liceum ogólnokształcącym było do tej pory 5 godzin historii w trzyletnim cyklu nauczania. Teraz będzie 6 godzin, po dwie lekcje w tygodniu przez kolejne trzy lata. Zatem de facto będzie więcej godzin historii. Nauczyciel ma osobny cykl przeznaczony dla uczniów przygotowujących się do matury z historii. Nie musi obciążać przygotowaniem do matury całej klasy - jak było dotychczas, często mało zainteresowanej tym przedmiotem. Ten wybór specjalizacji – profilu klasy, o który Pan pyta, będzie dokonywał się po pierwszej klasie liceum, zamiast na początku liceum, jak było dotąd. Zatem jest to lepsze rozwiązanie, bo uczeń jest o rok dojrzalszy. My, dorośli powinniśmy pomóc młodym ludziom we właściwym wyborze profilu i przyszłej edukacji akademickiej. Taki był też zamysł reformy Jędrzejewicza z lat 30. XX w. Obecna reforma, w wymiarze programowym, nawiązuje do idei reformy ministra Janusza Jędrzejewicza. To słabo rozumieją nasi oponenci. Dziś też regulamin maturalny pozwala na przystąpienie do egzaminu z danego przedmiotu - nawet, jeśli nie było tego przedmiotu w planie nauczania. Podobnie będzie w przyszłości – uczeń, który będzie uczęszczał na lekcje "Historii i społeczeństwa", jeśli będzie zainteresowany historią, będzie mógł przystąpić do egzaminu maturalnego na poziomie rozszerzonym z tego przedmiotu.

Opozycjoniści głodują. Odwiedzi ich pan, porozmawia?

- Lubię rozmawiać z ludźmi i jestem otwarty. Szanuję ich determinację. Współczuję jednak im małej wiedzy na temat nowej podstawy. Są mało doinformowani i może trzeba dostarczyć Im rzetelnej informacji. Debatę z nimi jednak powinno podjąć ministerstwo, a nie jeden ekspert. Jestem tylko jednym z licznej grupy ekspertów, którzy opracowywali reformę.

Mam jeszcze jedno pytanie: dlaczego nie będzie obowiązywał w szkole bardzo ciekawie napisany podręcznik "Od niepodległości do niepodległości. Historia Polski 1918–1989" przygotowany przez historyków IPN?

- Dziękuję za to pytanie. Brałem udział w pracach nad tym podręcznikiem – jestem jego recenzentem. Ten podręcznik jest przede wszystkim lekturą uzupełniającą, bo to nie jest klasyczny podręcznik szkolny, zgłoszony w trybie przewidzianym przez prawo oświatowe do MEN. Nie spełnia wszystkich oczekiwań stawianych podręcznikom szkolnym, bo poświęcony jest tylko historii Polski, a uczniowie uczą się też historii powszechnej. Jest to rzeczywiście bardzo interesujące ujęcie historii Polski XX w. i każdy uczeń powinien go mieć w tornistrze. Książka została napisana przez młodych historyków, zainspirowanych do tego przez prezesa IPN Janusza Kurtykę. IPN prowadzi darmową dystrybucję tego podręcznika, adresowaną do wszystkich polskich szkół ponadgimnazjalnych - głównie do liceów. To książka pomyślana dla szerokiego odbiorcy, a dotyczy wydarzeń z lat 1918-89. Uważam, że każdy nauczyciel historii powinien po ten podręcznik sięgnąć.


Rozmawiał Jarosław Wróblewski