Trzeba raz jeszcze przywołać na początku pewne fakty, stanowiące osnowę dramatu. DO dyrektora Kliniki Św. Rodziny w Warszawie, zgłasza się kobieta z głęboko zdefektowanym dzieckiem. Dziecko zostało poczęte, zreprodukowane techniką in vitro. Kobieta domaga się aborcji. Na taki akt zezwala polskie prawodawstwo, ale nie sumienie lekarza. Lekarz, wierny sumieniu i etosowi medycznemu, odmawia zabójstwa nienarodzonego, ale proponuje opiekę nad pacjentem, czyli dzieckiem oraz służy pomocą matce. Nie wskazuje innego wykonawcy aborcji, gdyż uważa to za współdziałanie w złu, a poza tym – jak tłumaczy – nie ma w ktgu swoich znajomych osób czy instytucji aborcjonistów.

Ta decyzja profesora Chazana wywołuje lawinę komentarzy, wypowiedzi polityków, działań administracyjnych, sądowych, a wśród nich jest decyzja prezydent Warszawy p. Gronkiewicz – Waltz odwołująca profesora Chazana z funkcji dyrektora szpitala.

Całość układa się w prosty schemat kultury życia, promowanej przez prof. Chazana i kultury śmierci, promowanej przez jego krytyków i oponentów. Czy istnieje tutaj jakieś inne stanowisko? Nie postrzegam.

W dyskusji podejmuje się namiętnie wiele wątków – sprzeciw Profesora wobec prawa, jego bezduszność, brak pomocy pacjentce. Co zdanie to ignorancja lub kłamstwo. Obwiniany jest profesor ginekologii za to, że ratuje życie. Prawie nikt nie zwraca uwagi na źródło dramatu – reprodukcję in vitro i reproduktorów. Zarzuca się Profesorowi sprzeciw wobec prawa, choć ten sprzeciw w analogicznych przypadkach tworzył naszą cywilizację. Wytyka się bezduszność, choć nie słychać, by ktokolwiek poza prof. Chazanaem okazał właśnie empatię matce i jej dziecku. Chyba, że współczesne rozumienie współczucia oznacza zabicie z litości. Nie zauważa się, że pacjentem było tutaj dziecko, nie jego matka, której ciąża nie zagrażała w życiu czy zdrowiu. I profesor służył nie komu innemu a pacjentowi, natomiast odmówił usługi klientce aborcyjnej.

Nieznośna lekkość życia

W wielu komentarzach do sprawy lekceważy się wartość życia. Ono dla wielu komentatorów ma sens, gdy ma określoną jakość. Mec. Dubieniecki występuje z pozwem o zadośćuczynienie „pacjentce” czyli de facto niedoszłej klientce usługi aborcyjnej, motywując to wadami urodzeniowymi dziecka i jego wczesnym zgonem.

Nie warto zatem niekiedy się urodzić, nie warto żyć, nie warto zaistnieć, bo jakość tego życia jest zastraszająco niska.

O takiej argumentacji i mentalności pisał Jan Paweł II: „. Jest to […] aborcja eugeniczna, akceptowana przez opinię publiczną o specyficznej mentalności, co do której ustala się błędny pogląd, że jest ona wyrazem wymogów „terapeutycznych”: mentalność ta przyjmuje życie tylko pod pewnymi warunkami, odrzucając ułomność, kalectwo i chorobę.

Ta sama logika doprowadza do sytuacji, w których odmawia się podstawowego leczenia i opieki, a nawet pożywienia dzieciom urodzonym z poważnymi ułomnościami lub chorobami” (EV 14). Wskazuje zarazem, że oznacza to „powrót do epoki barbarzyństwa, z której — jak się wydawało — wyszliśmy już raz na zawsze” .

W tym samym dokumencie Jan Paweł II, któremu w czasie kanonizacji oddawała hołd plejada polskich dygnitarzy politycznych pisał: „Absolutne poszanowanie każdego niewinnego życia ludzkiego nakazuje także skorzystać z prawa do sprzeciwu sumienia wobec aborcji i eutanazji. „Uśmiercenie” nigdy nie może zostać uznane za działanie lecznicze, nawet wówczas, gdy jedyną intencją jest spełnienie żądania pacjenta: jest to raczej sprzeniewierzenie się zawodowi lekarskiemu, który można określić jako żarliwe i stanowcze „tak” wobec życia” (EV 90).

Niewiele jest kwestii, w których glos Jana Pawła II wybrzmiewał tak mocno, dramatycznie i z uniesieniem jak w kwestii zabójstwa osób nienarodzonych.

Jan Paweł II wskazywał, że „racje, jakkolwiek poważne i dramatyczne, nigdy nie mogą usprawiedliwić umyślnego pozbawienia życia niewinnej istoty ludzkiej” (EV 58).

Odsłonił też kręgi osób współodpowiedzialnych za zło aborcji: „odpowiedzialność spada też na prawodawców, którzy poparli i zatwierdzili prawa dopuszczające przerywanie ciąży oraz — w takiej mierze, w jakiej sprawa ta od nich zależy — na zarządzających instytucjami służby zdrowia, w których dokonuje się przerywania ciąży. Ogólna i nie mniej poważna odpowiedzialność spoczywa zarówno na tych, którzy przyczynili się do rozpowszechnienia postawy permisywizmu seksualnego i lekceważenia macierzyństwa, jak i na tych, którzy powinni byli zatroszczyć się — a nie uczynili tego — o skuteczną politykę rodzinną i społeczną” (EV 58).

Nie ma tam – jak zauważa jeden z wypowiadających się w mediach – „nic na temat zwolnienia dyrektora szpitala, który nie chciał dokonać aborcji”. Istotnie, nie ma tam też nic na temat marszałek sejmu, która intensywnie z zadziwiającą gorliwością poszukiwała kliniki aborcyjnej dla tzw. „ Agaty”.   Nie ma też tutaj mowy o prezydencie państwa, który daje co jakiś czas wyraz swoim poglądom na temat aborcji, reprodukcji in vitro, dokładnie urągając nauce Kościoła katolickiego, która w przeciwieństwie do wypowiedzi p. prezydenta jest jasna i wolna od błędów także ortograficznych. Nie ma tutaj mowy o profesorach i politykach, którzy nie potrafią stwierdzić, czy zygota jest człowiekiem, a jeśli nim nie jest to, kim jest?

Nie ma tam mowy o nich, jeśli szukamy w encyklice nazwisk, funkcji, cytatów wypowiedzi.

Jest mowa o nich, gdy spojrzymy na nich przez ich odpowiedzialność w złu. Ta odpowiedzialność dotyczy nie tylko aborcji, gdy została ona dokonana. Raz jeszcze dla lepszego utrwalenia: „Ogólna i nie mniej poważna odpowiedzialność spoczywa zarówno na tych, którzy przyczynili się do rozpowszechnienia postawy permisywizmu seksualnego i lekceważenia macierzyństwa”.

Komunia i bycie poza komunią

Kościół jest „ludem życia i dla życia” definiuje św. Jan Paweł II wspólnotę Kościoła. Nie ma Kościoła, który byłby w służbie kultury śmierci, nie ma Kościoła tam, gdzie kpi się z życia, które jest darem Boga, gdzie służy się kulturze śmierci. Tu nie ma i nie może być kompromisu.

Św. Paweł pisał: „Nie wprzęgajcie się z niewierzącymi w jedno jarzmo. Cóż bowiem na wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością? Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Belialem lub wierzącego z niewiernym?  Co wreszcie łączy świątynię Boga z bożkami?” (2 Kor 6, 14-16)

Te zasady nie mogą dziwić nikogo racjonalnego. Przynależność do każdej wspólnoty, instytucji zobowiązuje. Nie przestrzeganie pewnych zasad wyklucza z tej społeczności, najczęściej na zasadzie terapeutycznej – daje się wykluczonemu czas, by zastanowił się i podjął decyzję.

To, co bulwersuje dzisiaj wielu katolików, to fakt, że przy uroczystym stole Eucharystii, który jest sercem i sednem wspólnoty stają akatolicy, zachowujący się jak konsumenci świętych obrzędów, ale ignorujący sens Eucharystii, która nie jest konsumpcją na imprezie w restauracji „U Jezusa i przyjaciół”, ale jest związkiem ludzi grzesznych ze Świętym Zbawicielem. Istota tego związku jest chęć nawrócenia, zmiany życia, wedle tego, co mówi Pan.

„Cóż bowiem na wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością? Albo jakaż jest wspólnota Chrystusa z Belialem lub wierzącego z niewiernym?” Te pytania stawia dzisiaj Apostoł, a jeśli ktoś potrzebuje, doprecyzuje: „Cóż ma wspólnego konsumpcja świętych obrzędów z wyszukiwaniem kliniki dla zabójstwa dziecka poczętego? Cóż ma wspólnego wylewanie Ducha z wylewaniem z pracy dyrektora szpitala, bo miał odwagę ocalić życia nienarodzone? Cóż ma wspólnego siadanie w pierwszej ławie kościoła z propagowaniem z ławy prezydenckiej ustaw przeciwnych życiu?”

„Jakaż jest wspólnota Chrystusa z Belialem lub wierzącego z niewiernym?” to pytanie retoryczne, to pytanie, które wskazuje na miejsce niewiernych we wspólnocie. Oni nie mają tam miejsca. Są z tej wspólnoty wykluczenie, to znaczy dosłownie ekskomunikowani.

Sens ekskomuniki

W swojej wypowiedzi dla fronda.pl powiedziałem:

„ma Ksiądz profesor na myśli ewentualną ekskomunikę dla Hanny Gronkiewicz-Waltz?

Taka jest konsekwencja pewnych decyzji. To nie jest mój wymysł, orzeczenie czy złe życzenie w stosunku do prezydent Warszawy, ale konsekwencja pewnego faktu. Ktoś, kto wyłącza się w sposób doktrynalny ze wspólnoty Kościoła, jest poza wspólnotą, jest ekskomunikowany”.

Mówiłem, i podtrzymuję zdanie, że nie ma „wspólnoty Chrystusa z Belialem lub wierzącego z niewiernym”. Nie orzekam o kanonicznej formie ekskomuniki, opisuję konsekwencje faktu pewnych postaw, zachowań, decyzji.

W wydaniu faktu.pl moja wypowiedź została streszczona w lidzie: „Czy Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna być wykluczona z Kościoła? Zdaniem ks. prof. Pawła Bortkiewicza absolutnie tak. Teolog z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu uważa, że jej sprawą powinien zająć się Episkopat”.

Otóż, rozumiem, że niektórzy dziennikarze, mają trudności ze składaniem liter, z czytaniem ze zrozumieniem, z percepcją prostych słów, z rozróżnieniem trybów i konstrukcji zdaniowych.

Nie powiedziałem, że „Hanna Gronkiewicz-Waltz powinna być wykluczona z Kościoła”, co sugeruje jakieś orzecznictwo ze strony Kościoła. Powiedziałem: „Ktoś, kto wyłącza się w sposób doktrynalny ze wspólnoty Kościoła, jest poza wspólnotą, jest ekskomunikowany”.

Spróbuję to objaśnić jeszcze inaczej. Ktoś jest mężem i zdradza swoją żonę, permanentnie, namiętnie, regularnie. Żyje z inną kobietą. Przestaje być mężem, staje się niewiernym, staje się kochankiem, zdrajcą. I nie trzeba tutaj żadnej klątwy, żadnego publicznego wskazania, by stwierdzić, że ten związek nie jest małżeństwem. Oczywiście, z reguły bywa tak, że takie orzeczenie przychodzi – stwierdza rozpad małżeństwa. Ale to orzeczenie jest sprawą wtórną wobec faktu.

Istotnie, odniosłem się do Episkopatu. Nie z pouczeniem, czy sugestią, ale raczej z prośbą. Dla wielu ludzi oglądanie kogoś, np. pani marszałek, byłej minister zdrowia, żegnającej się w kościele, a potem obwieszczającej z dumą – „Nie mam poczucia winy, jako urzędnik dopełniłam roli” komentując swoje zaangażowanie we wskazanie szpitala, w którym 14-latka z Lublina usunęła ciążę, jest szczególnym doświadczeniem.

Gdyby Pasterze skierowali do tych osób, jak wiadomo publicznych, a wiec wezwanych do publicznego świadectwa wartościom, a nie publicznego zgorszenia, wyraźne przypomnienie, w rodzaju, że takie działania, czy też poglądy, jak te które obserwujemy w stosunku do prof. Chazana, w sprawie tzw. „Agaty”, czy w debatach publicznych na temat życia, czy małżeństwa, w których chętnie zabierają głos i premier, i prezydent, są poglądami spoza Kościoła. Gdyby przypomniano, że niezależnie od formy kanonicznej, nie godzi się z takimi poglądami spożywać Ciała i Krwi Pańskiej, bo nie ma wspólnoty Chrystusa z Belialem, byłoby to chyba czymś bardzo ważnym.

Dla nas wszystkich, zwłaszcza dla tych, którzy chcą prawdziwie tworzyć święty Kościół grzesznych ludzi.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr