Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie oficjalnie nie potwierdza, że zdecydowała się na ekshumację. - O rozstrzygnięciu prokuratury w zakresie wniosku dowodowego złożonego przez rodzinę śp. Anny Walentynowicz, dotyczącego ekshumacji jej zwłok, w pierwszej kolejności dowiedzą się pokrzywdzeni oraz ich pełnomocnik. Prokuratura nie podejmuje pochopnie tego typu decyzji. Do jej podjęcia muszą być spełnione określone formalnoprawne przesłanki oraz musi być zgromadzony odpowiedni materiał dowodowy, w oparciu o który może nastąpić tego typu rozstrzygnięcie procesowe – mówi "GPC" rzecznik prasowy prokuratury kpt. Marcin Maksjan. Także mecenas Stefan Hambura, pełnomocnik rodziny Anny Walentynowicz, potwierdza jedynie, że złożył wniosek do prokuratury.
Gazeta jednak podaje, że do ekshumacji dojdzie, i to już we wrześniu. Zdaniem Antoniego Macierewicza, na którego powołuje się dziennik, ta czynność powinna być wykonana z urzędu po stwierdzeniu, że sekcji nie przeprowadzono rzetelnie. - To wszystko jest wynikiem fundamentalnego zaniechania, wynikającego w moim przekonaniu z działań na granicy matactwa ze strony pana generała, wtedy pułkownika, Krzysztofa Parulskiego, który nie zlecił uczestnictwa polskich prokuratorów i lekarzy w rosyjskich sekcjach zwłok. Następnie nie dokonał sekcji zwłok po powrocie ciał do Polski. Śledczy zachowują się tak, jakby się bali. To zachowanie kwalifikuje się w kodeksie karnym jako matactwo - mówi.
"GPC" jest przekonana, że wyniki sekcji mogą okazać się przełomowe dla śledztwa ws. katastrofy. Ciało, które leży w grobie Anny Walentynowicz znaleziono bowiem wewnątrz rozerwanego fragmentu kadłuba, w sektorze numer osiem (miejsce katastrofy prokuratura podzieliła na kilkanaście sektorów). Jeśli na pokładzie tupolewa doszło do wybuchu, to zdaniem ekspertów zespołu Macierewicza właśnie w tym miejscu najprawdopodobniej było jego epicentrum.
eMBe/GPC

