Dyrektywa ma wprowadzić w kodeksie karnym olbrzymie kary za ekoprzestępstwa. – Chcemy, by kary za zanieczyszczanie środowiska były takie, jak za siadanie po pijanemu za kierownicą – cytuje ministra środowiska Andrzeja Kraszewskiego "Rzeczpospolita". – Chodzi o to, żeby można było ukarać za samo spuszczenie ścieków do rzeki, a nie dopiero wtedy, gdy dojdzie do zatrucia ludzi czy ryb.
Pomysł budzi jednak kontrowersje. – Obawiam się, że kary dotkną nie tyle wielkich trucicieli, ile np. starszych wiekiem rolników, którzy w ogóle nie pojmują dzisiejszych wymagań środowiskowych – mówi "Rzeczpospolitej" Jacek Skorupski, ekspert z Biura Planowania Rozwoju Warszawy. – Jeśli jakaś organizacja ekologiczna oskarży ich o zniszczenie siedliska chronionego motyla czy żuka, trudno im będzie się bronić przed sądem.
Surowe kary będą grozić także hodowcom chronionych gatunków roślin i zwierząt. Przewidziano za to karę do pięciu lat pozbawienia wolności. Podobnie mogą zostać potraktowani grzybiarze w rezerwacie przyrody.
Najwyższe kary – nawet do 12 lat – przewidziano dla tych, którzy doprowadzą do śmierci człowieka wskutek zanieczyszczenia wód, ziemi i powietrza szkodliwymi substancjami. Obawiać powinni się też składujący lub nielegalnie transportujący śmieci. Najniższa kara dla takich trucicieli to trzy miesiące.
Eksperci zwracają uwagę, że planowane kary 8 czy 12 lat więzienia należą do jednych z surowszych w polskim kodeksie karnym. W rezultacie sprawcy przestępstw ekologicznych mogą być traktowani ostrzej na przykład od kierowców, którzy spowodowali śmiertelny wypadek na drodze (grozi im za to do ośmiu lat więzienia). Przepisy mogą wejść w życie już w grudniu 2010 r.
AJ/Rp.pl
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

