„Drodzy bracia i siostry jeszcze raz proszę was o modlitwę za Ukrainę, która znajduje się w bardzo niepewnej sytuacji. Gorąco pragnę, aby wszyscy, którzy tworzą ten kraj starali się przezwyciężyć nieporozumienia i razem budować przyszłość kraju. Zarazem zwracam się z usilnym apelem do wspólnoty międzynarodowej, aby wspierała wszelkie inicjatywy służące dialogowi i zgodzie” - powiedział dziś Ojciec Święty.

Z samym apelem trudno polemizować. Za Ukrainę trzeba się modlić. Problemem jest tylko zaskakujący obraz konfliktu, jaki zarysował w swoim apelu Ojciec święty. Otóż na Ukrainie, w tej chwili, nie walczą ze sobą „wszyscy tworzący ten kraj”, ale interweniuje tam obce mocarstwo. I trudno o tym nie wspomnieć. Rozumiem, że Stolica Apostolska próbuje uprawiać dyplomację, ale trudno nie uznać, że skuteczna dyplomacja wymaga zdefiniowania sytuacji. A uznanie, że na Ukrainie nie ma wojsk rosyjskich, i że spierają się tam różne strony ukraińskie jest błędną i odległą od prawdy oceną sytuacji.

TPT/Radiovaticana.va