Życie Nowodworskiego opisane zostało na stronie Focus.pl w artykule "Pieśń o wybuchowym rycerzu". Publikujemy fragment dotyczący akcji minerskiej:
„Nocą 4 października z pomocą królewskiego inżyniera Teofila Szemberga i swoich harcerzy wyciął z zaskoczenia załogę, osłaniającą basztę Abramowską, i założył petardy na jej wrota. Eksplozja otworzyła drogę do miasta. Rosjanie byli początkowo zaskoczeni i w panice zaczęli się wycofywać. Jednak zorientowawszy się, jak nieliczne są zastępy Polaków, otrząsnęli się. Odkomenderowany na Przyłuskiego nie dosłyszał ponoć trąbek sygnałowych i nie wspomógł żołnierzy Nowodworskiego. Nieliczny oddział harcerzy został po zażartej walce wyparty z miasta. Tylko dzięki głębokim ciemnościom mógł Nowodworski wycofać się z nieznacznymi stratami. Zaprzepaszczono jednak szansę szybkiego zdobycia miasta...
Bartłomiej musiał więc znosić trudy ponad 20-miesięcznego oblężenia, w tym dwóch ostrych zim w okopach. Należał do inżynierów, nadzorujących prace saperskie. Rycie tuneli minerskich, które miały na celu umieszczenie prochowej miny bezpośrednio pod umocnieniami, było zadaniem ryzykownym i uciążliwym. Rosjanie dobrze przygotowali się do kontrakcji – twierdzę wyposażono w kilkadziesiąt podziemnych korytarzy, sięgających ok. 8 m poza obrys murów, z których prowadzili nasłuch podziemnych prac przeciwnika. Gliniasty i kamienisty grunt wokół twierdzy oraz wysoki poziom wód gruntowych utrudniał drążenie tuneli. Pod ziemią często dochodziło też do walk wręcz z kopiącymi z przeciwnej strony oblężonymi. Wynik tych walk można uznać za zwycięstwo Rosjan, bo nie dopuścili do poważnego zagrożenia murów. Mimo tych niepowodzeń Nowodworski dalej cierpliwie szukał słabych miejsc w umocnieniach dla uczynienia wyłomu, umożliwiającego skuteczny szturm.
Jeden z uciekinierów ze Smoleńska wskazał zamaskowany otwór miejskiego kanału ściekowego przy baszcie Kryłoszewskiej w pobliżu Dniepru. Propozycja Nowodworskiego, aby wykorzystać to miejsce do umieszczenia miny i wysadzenia w powietrze odcinka muru, nie znalazła jednak uznania ani w oczach wojewody Jana Potockiego (dowódcy oblężenia), ani hetmana koronnego Stanisława Żółkiewskiego. Niezrażony odmową kawaler maltański postanowił na własną rękę przygotowywać miejsce na minę. Okazało się jednak, że otwór zabezpieczony był potrójną żelazną kratą. Wraz z zaufanym podkomendnym Nowodworski przekradał się wieczorami (zimą w białym maskującym przebraniu, a wiosną i latem umajony zielonymi gałązkami i liśćmi), podpiłowując stopniowo kraty i szykując miejsce na minę. Starał się pracować cicho, by nie zaalarmować straży na murach. Obrońcy uznawali niewyraźne hałasy u dołu za odgłosy walki watah wygłodniałych psów o resztki spływające w kanale ściekowym. Na początku czerwca 1611 r. Zygmunt III Waza zdecydował się na przeprowadzenie ostatecznego, piątego z kolei szturmu miasta. Zmusiło go do tego niezadowolenie nieopłacanego już od dłuższego czasu wojska. Nowodworski, korzystając z nieobecności głównych oponentów, przekonał króla do swego projektu. Wydzielono mu 60 beczek z prochem armatnim o łącznej wadze prawie 4 ton.
Szturm rozpoczęto po północy z 12 na 13 lipca 1611 r. atakiem kozaków, piechoty niemieckiej i węgierskiej od strony wschodniej. Następnie uderzono na dwa odcinki zachodnie. Nowodworski, korzystając z bitewnego zamieszania i braku straży na murach od strony Dniepru, przewiózł ładunek wybuchowy do przygotowanej uprzednio komory prochowej w otworze ściekowym i założył lont. Odpalenie miny spowodowało potężną eksplozję. Kilkunastometrowy odcinek muru runął na ziemię, rozbijając się w pryzmę kamienno-ceglanego gruzu. Po jej stokach przez wyłom do miasta wdarła się gwardia królewska pod dowództwem Nowodworskiego i wojska litewskie marszałka Dorohostajskiego. (...)"
Całość: Pieśń o wybuchowym rycerzu
JW./Focus.pl/Historia.org

