Islamiści od dawna umieszczają w internecie przerażające nagrania z zamachów, filmy instruktażowe "jak zdobyć bombę" czy przechwałki w mediach społecznościowych – zwraca uwagę portal wp.pl.
Pierwszy numer kobiecego magazynu "Al-Shamikha" ukazał się w internecie marcu 2011 roku. Na 31 stronach prócz porad nt. mody, można było znaleźć jeszcze garść publicystyki społeczno-historycznej. Tym, co zdradzało konotacje ze światem dżihadu, była jedynie mało kobieca okładka z dymiącym kałasznikowem. I główne przesłanie: „drogie panie, przystąpcie do świętej wojny z niewiernymi!” - pisze Aneta Wawrzyńczak.
W 1996 R. 22-letni Babar Ahmad Brytyjczyk z pakistańskimi korzeniami, wówczas student inżynierii na Uniwersytecie w Londynie założył pierwszą stronę internetową dla islamskich ekstremistów. Zadedykował ją Abdullahowi Azzamowi, duchowemu mentorowi Osamy bin Ladena, jednemu z założycieli Al-Kaidy. Strona szybko została wykorzystana do pozyskiwania funduszy na terrorystyczną działalność dżihadystów. To dało początki działalności ekstremistów w cyberprzestrzeni. Przed zamachami z 11 września 2001 r., byli już w niej szczególnie aktywni. Według oficjalnych ustaleń, jeden z więźniów Guantanamo Abu Zubajda, oskarżony o kierowanie siecią obozów treningowych Al-Kaidy, do 11 września wysyłał już i odbierał tysiące zaszyfrowanych wiadomości, w których ustalane były szczegóły zamachu na WTC.
Nikt nie brał na poważnie niewidzialnego zagrożenia, bo służby specjalne dotarły do śladów takiej komunikacji dopiero post factum. 11 września ustalił się nowy kierunek w wojnie z terroryzmem. Nie wystarczyło zlikwidować strony Ahmada oraz dziesiątki innych stron internetowych. Jak w przypadku typowej cybernetycznej hydry: w miejsce każdej z odciętych "głów" odrastały dwie kolejne.
Niezwykle biegli w informatyce ekstremiści drążą kolejne kanały, w których próbują zarażać ideą dżihadu, oraz dostarczać narzędzi, które maja ją urzeczywistniać, takich jak: instrukcje konstruowania bomb, plany strategicznych obiektów infrastrukturalnych czy przelewy na wykonanie misji. Tak skrystalizowało się cybernetyczne podziemie.
Walka toczy się też oczywiście na forach internetowych. Autorzy raportu "Jihad, Crime, and the Internet" sprzed trzech lat, przeanalizowali ponad dwa tysiące wpisów na 15 arabskojęzycznych forach. Okazało się, że dzihadyści raczej nie zagłębiają się w długie,i wielowątkowe dyskusje, ale mają w zwyczaju rzucanie krótkich haseł czy wypowiedzi, dzielą się linkami do kolejnych stron. Średnio w co trzeciej wypowiedzi pojawia się wezwanie do dżihadu.
Według mniej radykalnych islamistów, muzułmanie, którzy udzielają się w tego typu dyskusjach przez samo to nabijają sobie punkty na dżihadystycznym koncie. Skrajni ekstremiści dziesięć lat temu utworzyli w internecie nowy front świętej wojny. W wirtualnej ummie łatwiej im wyławiać potencjalnych adeptów dżihadu, których mogliby oddelegowywać do akcji samobójczej.
Autorzy ataku na londyńskie metro i autobus miejski 7 lipca 2005 r. nie kontaktowali się wcześniej z żadnymi organizacjami terrorystycznymi, bo szlify terrorystycznego know-how zdobywali za pośrednictwem internetu.
W internecie można znaleźć na przykład bardzo brutalne nagrania wideo, przedstawiające egzekucje zdrajców i niewiernych, które od razu obiegają światowe media z wyraźnym komunikatem dla jednych ("oto, na co nas stać") i perswazją w kierunku innych ("przystąp do nas, a też będziesz panem życia i śmierci").
ed/wp.pl
