„Candy Land” (Cukierkowy Świat)  to popularna w Ameryce rodzinna gra planszowa, której obsługiwanie nie wymaga umiejętności czytania. Operujący specjalnymi kartami gracze ścigają się po wytyczonej trasie składającej się z ponad stu różnokolorowych pól. W trakcie gry dostają proste, ukazane na ilustracjach wskazówki. Celem jest dotarcie do końca trasy i odnalezienie „zamku”, wówczas gracz staje się Cukierkowym Królem.

Gra została wymyślona w 1945 roku przez Eleanor Abbott. Od tamtego czasu gra przechodziła wiele przekształceń i uatrakcyjnień. Zrobiono jej duże drogie i małe przenośne, elektroniczne i komputerowe wersje, zmieniano też nazwy słodyczy i co najważniejsze dla nas – zmieniano szatę graficzną. Stanowi to ciekawe studium dla obserwowania zmieniających się gustów Amerykanów i definiowania przez nich rzeczy kojarzonych jako smaczne i atrakcyjne. Ciekawy artykuł na ten temat pt. „Even Candy Land Isn't Safe From Sex” (Nawet Candy Land nie jest wolny od zseksualizowania) napisała Peggy Orenstein, na stronie The Atlantic. Tam też znajdują się liczne fotografie plansz do tej gry. (http://www.theatlantic.com/sexes/archive/2013/04/even-candy-land-isnt-safe-from-sexy/275283/)

Pierwsza plansza z 1949 miała mało „cukierkowe”, ostre kolory. Dzieci narysowane są w realistyczny sposób i można powiedzieć, że stąpają mocno po ziemi. Na planszy z 1978 roku dzieci są już zdecydowanie starsze, nie przedszkolaki lecz w wieku szkolnym, lecz nadal pokazane realistyczne. Rzecz zaczyna się znacznie zmieniać w 1980 roku. Wówczas estetyka planszy z prostej, maksymalnie widocznej i zrozumiałej dla małego dziecka, zaczyna zmieniać się na bardziej kokietującą, w przesłodzonym stylu popularnym. Dzieci przedstawione na planszy są blondynami o bardzo jasnej karnacji. Gra z 2010 r. edukując pokazuje rasową różnorodność. Bawiących się razem dzieci jest więcej, jest wśród nich także murzyniątko i dziecko o rysach azjatyckich. Przedstawione są w dowcipny sposób, nie są to szczupłe dzieci, przeciwnie, jakby specjalnie karykaturalnie zaokrąglone.

Jak to wygląda współcześnie? Mamy kompozycję mało skontrastowaną, utopioną w słodkich kiczowatych kolorkach. Właściwie trudno na pierwszy rzut oka zorientować się gdzie są pola do gry, a gdzie ozdoby i dodatki. Jest, nie wiadomo czemu, dodany nacisk na „magiczność”. Postać z gry „Princess Lolly”, lata w powietrzu. Pokazana jest według wzoru znanej z mangi tzw. „różowej wróżki” z lizakiem w ręku, który przypomina czarodziejską różdżkę.  Także inna postać nazywana „Queen Frostine”, jest czarodziejką, z wyraźnym makijażem i niedziecięcymi, lecz dorosłej kobiety, proporcjami ciała. 

Ta stała tendencja dotyczy także postaci z filmów Disneya. Tam również postacie fantazyjnych stworzeń rysuje się jako coraz szczuplejsze. Tłuste My Little Pony przestają się podobać, zachęcanym ciągle do odchudzania się dziewczynkom. Widać tu wyraźnie pójście za gustami Amerykanów. Psycholodzy z Knox College w Galesburg, w stanie Illinois w USA, wykonywali badania w grupie 60 dziewczynek w wieku lat od sześciu do dziewięciu. Dzieci miały wybrać, która lalka im się bardziej podoba, jedna była ubrana trendy i miała bardzo podkreślające kobiecość, lecz szczupłe proporcje, a druga była tradycyjną lalką. Dziewczynki zdecydowanie wolały seksowniejszą lalkę. Także postawione w sytuacji wyboru pośród figurek do gry, wybierały postacie nienaturalnie szczupłe. Te przedstawione w prawidłowy dla ludzkiej anatomii sposób złośliwie komentowały:  "Nienawidzę jej, ponieważ ma gruby brzuch" lub "Ona jest tłusta. Nie chcę taka być. "

Na dłuższą metę nie jest to dobre, że dzieci bombardowane są wizerunkami postaci o figurze, której nie będą w stanie nigdy osiągnąć. To powoduje ich niską samoocenę i zafałszowanie hierarchii wartości w których bycie szczupłym sytuuje się na pierwszym miejscu.

MP/theatlantic.com