"Pani Katarzyno bardzo proszę o poważne rozważenie naszej propozycji. Nie chcemy bezpardonowo ujawniać Pani tożsamości i iść na rękę Czumom. Wolimy by zgodziła się Pani na ten coming out na Pani warunkach włącznie z zatrudnieniem Pani jako naszej publicystki. Ale proszę nas zrozumieć to "frustrujące wiedzieć i nie móc napisać". Wiem, że Pani tożsamość zna Fakt a przez nich nie zostanie Pani tak dobrze potraktowana - proszę tego nie traktować jako szantażu. Naprawdę nie chcemy Pani skrzywdzić". To treść SMS-a, którego blogerka otrzymała od Sylwii Czubkowskiej, współautorki tekstu w "Dzienniku". Dziennikarze nie tylko pozwolili sobie wobec Kataryny na bezczelny szantaż, ale także na manipulację, pisząc, że "jej fundacja w 2003 i 2004 roku - czyli wtedy, kiedy Kataryna była już jednym z najbardziej aktywnych i wyrazistych komentatorów politycznych na forum "Gazety Wyborczej" - szkoliła dziennikarzy kierowanej przez Roberta Kwiatkowskiego TVP. Był on wtedy przez Katarynę dosyć ostro krytykowany". Fragment godny "Gazety Wyborczej".
Autorzy tekstu zrobili jednak coś jeszcze gorszego. Podali do wiadomości tak wiele szczegółów dotyczących życiorysu Kataryny, że internauci w ciągu minuty są w stanie się dowiedzieć, jak się nazywa i gdzie pracuje. Komentator "Dziennika" Cezary Michalski udaje, że nic się nie stało i pisze "niech się Kataryna nie boi, i tak nie ujawnimy jej tożsamości (...)". Już to zrobiliście.
Przez kilka dni dziennikarze próbowali namówić Katarynę na rozmowę o uczciwości anonimowej krytyki, o jej poglądach, o podwójnym życiu, które prowadzi. "Wielokrotnie zapewnialiśmy ją w e-mailach i SMS-ach, że jeśli będzie chciała potwierdzić naszą wiedzę o jej tożsamości, to może się u nas ujawnić. Jeśli nie, to nadal będzie anonimową blogerką. Jasno daliśmy do zrozumienia, że przed ujawnieniem jej nazwiska powstrzymuje nas chociażby fakt, iż jest ona w konflikcie z ministrem sprawiedliwości Andrzejem Czumą. Kataryna od tego momentu nie odpowiedziała i stworzyła wokół swojej osoby mur" - czytamy w "Dzienniku". Bez względu na frazesy o grze z Kataryną "po tej samej stronie", które padają w komentarzu Michalskiego, dziennikarze działali w interesie ministra Andrzeja Czumy.
Dziennikarze podają, że Kataryna prezesuje jednej z warszawskich fundacji. Jej Organizacja ma zajmować się "wspieraniem różnorodnych form aktywności społecznej, wzmacnianiem u obywateli umiejętności współdziałania w kształtowaniu demokratycznego społeczeństwa".
JaLu/Dz
Zobacz także:
Kataryna: Jeśli Czuma mnie pozwie, ujawnię się i przestanę pisać bloga
Syn ministra Czumy straszy sądem najsłynniejszą blogerkę w Polsce
Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »

