O. Roman Bielecki OP, redaktor naczelny „W Drodze”:

Trzeba pamiętać, że Dzień Życia Konsekrowanego obchodzimy przede wszystkim w Święto Ofiarowania Pańskiego. Przede wszystkim w tej perspektywie należy na niego patrzeć. Życie zakonne to ofiarowanie siebie. Czytałem niedawno wystąpienie Karola Wojtyły na początku lat 70-tych podczas synodu biskupów w Rzymie na temat celibatu. Przyszły papież analizował sam moment powołania – wychodził z tego, że najczęściej o powołaniu mówimy posługując się zdaniem: „nie wyście mnie wybrali, ale ja was wybrałem”. Tymczasem kard. Wojtyła tłumaczył powołanie stwierdzeniem: „zostawili wszystko i poszli za nim”. To jest sedno sprawy, sami dajemy swoje życie na ofiarę. To bardzo mało popularna wartość.

Powołania mogą być oczywiście bardzo różne i zakony też są różne. O tym, który się wybiera, decyduje splot okoliczności. Może to truizm, ale gdy ktoś ma pójść do danego zakonu, to pójdzie. Ja pracowałem jako prawnik, zostanie zakonnikiem nie było czymś, o czym przez całe życie marzyłem. Gdy rozeznałem w sobie powołanie, zastanawiałem się też nad tym, do jakiego zakonu pójść. Wylądowałem w końcu u dominikanów, z którymi wcześniej miałem bardzo mało do czynienia. Najwyraźniej Bóg uznał, że dla takiego osła jak ja szansa na nawrócenie jest jedynie w zakonie o takiej regule.

Patrząc z perspektywy mojego rocznika, decyzja o życiu zakonnym była łatwa. Mieliśmy poczucie radykalnej zmiany, nie mieliśmy żadnych podpórek, szliśmy w nieznane. To było trochę romantyczne, może młodzieńcze, ale jednocześnie to był czysty poryw serca. Ale nie zawsze tak jest. Nawet gdy spojrzymy na Apostołów, gdy się dokładnie wczytamy w ich historię powołania, to okaże się, że tych powołań, rozstań i powrotów były 2-3, a może Ewangelistom było wstyd pisać, że nawet więcej? Lęk przed tą decyzją jest zupełnie naturalny. Jednak Chrystus mówi: nie bójcie się.

Gdy o tym myślimy, powołanie nabiera innego kontekstu: to Bóg nas wybiera, a my odpowiadamy. Choć czasem może wydawać się, że jest inaczej. Przez wiele lat szukałem własnego pomysłu na to, jak funkcjonować w zakonie. Ale to ja podejmuję decyzję.

Not. sks

/

Podobał Ci się artykuł? Wesprzyj Frondę »